Reklama

Złość to uczucie, które większość z nas zna czasami aż za dobrze. Potrafi budzić się w nas nagle i często zupełnie z błahego powodu. Nawet brudny kubek nie wstawiony do zmywarki przez dziecko czy nie odstawiona na miejsce rzecz, potrafi sprowokować kłótnię, w której wiele osób nie hamuje agresji czy negatywnych emocji. Inni jednak zaciskają zęby i nie szykują się do ataku. O tych ostatnich zwykło się mówić, że zjadając swoja złość, kumulują negatywne emocje, które mogą przełożyć się na ich stan zdrowia. Zaś osoby, które są cholerykami, może nie są zbyt miłe w obejściu, ale za to żyją dłużej i w lepszym zdrowiu. Bo pozbywają się z siebie negatywnej energii.

 

Te potoczne sądy nijak się jednak mają do rzeczywistości. Martin Seligman, amerykański psycholog w swojej książce „Co możesz zmienić, a czego nie możesz”, już dość dawno temu rozprawił się z tą fałszywą teorią.

 

Złość składa się generalnie z trzech podstawowych elementów. Pierwszy to myśl – znowu nie zrobili, jak trzeba, znowu się czepiają itp.. Potem zaczyna reagować ciało. Mięśnie napinają się, rośnie ciśnienie krwi i praca serca, mózg szykuje się do ataku. W końcu właśnie atak ma nastąpić i... od ciebie zależy, czy będziesz w stanie go poskromić, czy będzie on miał niekontrolowany przebieg.

 

Przez wiele lat uważano, że tłumienie złości przynosi negatywne skutki dla organizmu – prowadzi do nadciśnienia, wrzodów, niskiej samooceny, aż w końcu natrafisz na słabszego i na nim się wyładujesz. Ale Seligman polemizuje z tą tezą. Bo jeśli zamiast atakować, policzysz w myślach do czterystu, to nagle cały gniew zwyczajnie mija.

 

No dobra, ale po co liczyć? - pewnie zapytasz. Wszak człowiek musi bronić swojego terytorium i złość też mu jest potrzebna do życia. Owszem, złość miewa uzasadnianie, gdy w grę wchodzi obrona swojego kraju przed agresorem, chęć wyrównania straty czy walka z terroryzmem. Ale w codziennym życiu przynosi nam więcej szkody, niż prawdziwego pożytku.

 

Seligman uważa, że to nie tłumienie złości, ale jej uzewnętrznianie grozi właśnie chorobami serca. Jego zdaniem emocje, którym towarzyszy wzrost ciśnienia krwi, przyspieszenie rytmu serca, (czyli właśnie złość i strach) sprawiają, że szybciej wyczerpuje się nasz życiodajny mięsień. Tak więc otwarte wyrażanie złości skraca znacznie życie. Nie ma też żadnych dowodów na to, by tłumienie agresji prowadziło do raka czy depresji.

 

Nie da się też obronić tezy, jakoby uzewnętrznianie złości świadczyło o naszej autentyczności i szczerości. Bo w trakcie napadu złości nie jesteśmy wcale szczerzy! Na atak szału nakładają się przecież emocje, które targają nami w tym konkretnym momencie. Jeśli dziecko woła do matki, że jej nienawidzi, czy żona do męża, żeby wyniósł się z domu i dzieje się to nie podczas spokojnej rozmowy, to rzadko takie wypowiedzi są autentycznie i szczere. Niemniej jednak ranią innych i nawet przeprosiny, kiedy już się ochłonie, mogą nie dać zbyt wiele. Choć oczywiście z racjonalnego punktu widzenia patrząc, nie należy brać do siebie inwektyw wykrzykiwanych przez ludzi opanowanych atakiem złości.

 

Tak więc złość jest uczuciem destruktywnym, nie tylko dla osoby, która je odczuwa, ale także dla otoczenia. Czy można jej się pozbyć?

Seligman w swojej książce – do której lektury odsyłam, publikuje test na poziom złości. Jego wyniki pokazują, jakim się jest człowiekiem, czy łatwo poddajemy się złości. Ci, którzy osiągną wysoki wynik, niewątpliwie powinni się nad tym zastanowić, bo nie tylko szkodzą sobie, ale są też utrapieniem dla innych.

 

Seligman radzi prowadzenie dziennika złości, w którym notujemy przyczyny, czas trwania i efekty wybuchów. Poza tym dobrze jest po pierwszym etapie, czyli myśli, nie przystępować natychmiast do ataku, ale dać sobie chwilę czasu na refleksję. Pomagają też treningi asertywności, które uczą zupełnie innej formy wyrażania swoich uczuć i potrzeb.

 

Jak więc widać, stare przysłowie „Złość piękności szkodzi” nie jest pozbawione racji, a teorie mówiące o tym, że tłumienie uczuć prowadzi do chorób w praktyce są niczym nieuzasadnione.

Czytaj Małżeństwa, które sie kłócą mogą przytyć 5 kilo rocznie!

Powrót
Reklama:

Złość to uczucie, które większość z nas zna czasami aż za dobrze. Potrafi budzić się w nas nagle i często zupełnie z błahego powodu. Nawet brudny kubek nie wstawiony do zmywarki przez dziecko czy nie odstawiona na miejsce rzecz, potrafi sprowokować kłótnię, w której wiele osób nie hamuje agresji czy negatywnych emocji. Inni jednak zaciskają zęby i nie szykują się do ataku. O tych ostatnich zwykło się mówić, że zjadając swoja złość, kumulują negatywne emocje, które mogą przełożyć się na ich stan zdrowia. Zaś osoby, które są cholerykami, może nie są zbyt miłe w obejściu, ale za to żyją dłużej i w lepszym zdrowiu. Bo pozbywają się z siebie negatywnej energii.

 

Te potoczne sądy nijak się jednak mają do rzeczywistości. Martin Seligman, amerykański psycholog w swojej książce „Co możesz zmienić, a czego nie możesz”, już dość dawno temu rozprawił się z tą fałszywą teorią.

 

Złość składa się generalnie z trzech podstawowych elementów. Pierwszy to myśl – znowu nie zrobili, jak trzeba, znowu się czepiają itp.. Potem zaczyna reagować ciało. Mięśnie napinają się, rośnie ciśnienie krwi i praca serca, mózg szykuje się do ataku. W końcu właśnie atak ma nastąpić i... od ciebie zależy, czy będziesz w stanie go poskromić, czy będzie on miał niekontrolowany przebieg.

 

Przez wiele lat uważano, że tłumienie złości przynosi negatywne skutki dla organizmu – prowadzi do nadciśnienia, wrzodów, niskiej samooceny, aż w końcu natrafisz na słabszego i na nim się wyładujesz. Ale Seligman polemizuje z tą tezą. Bo jeśli zamiast atakować, policzysz w myślach do czterystu, to nagle cały gniew zwyczajnie mija.

 

No dobra, ale po co liczyć? - pewnie zapytasz. Wszak człowiek musi bronić swojego terytorium i złość też mu jest potrzebna do życia. Owszem, złość miewa uzasadnianie, gdy w grę wchodzi obrona swojego kraju przed agresorem, chęć wyrównania straty czy walka z terroryzmem. Ale w codziennym życiu przynosi nam więcej szkody, niż prawdziwego pożytku.

 

Seligman uważa, że to nie tłumienie złości, ale jej uzewnętrznianie grozi właśnie chorobami serca. Jego zdaniem emocje, którym towarzyszy wzrost ciśnienia krwi, przyspieszenie rytmu serca, (czyli właśnie złość i strach) sprawiają, że szybciej wyczerpuje się nasz życiodajny mięsień. Tak więc otwarte wyrażanie złości skraca znacznie życie. Nie ma też żadnych dowodów na to, by tłumienie agresji prowadziło do raka czy depresji.

 

Nie da się też obronić tezy, jakoby uzewnętrznianie złości świadczyło o naszej autentyczności i szczerości. Bo w trakcie napadu złości nie jesteśmy wcale szczerzy! Na atak szału nakładają się przecież emocje, które targają nami w tym konkretnym momencie. Jeśli dziecko woła do matki, że jej nienawidzi, czy żona do męża, żeby wyniósł się z domu i dzieje się to nie podczas spokojnej rozmowy, to rzadko takie wypowiedzi są autentycznie i szczere. Niemniej jednak ranią innych i nawet przeprosiny, kiedy już się ochłonie, mogą nie dać zbyt wiele. Choć oczywiście z racjonalnego punktu widzenia patrząc, nie należy brać do siebie inwektyw wykrzykiwanych przez ludzi opanowanych atakiem złości.

 

Tak więc złość jest uczuciem destruktywnym, nie tylko dla osoby, która je odczuwa, ale także dla otoczenia. Czy można jej się pozbyć?

Seligman w swojej książce – do której lektury odsyłam, publikuje test na poziom złości. Jego wyniki pokazują, jakim się jest człowiekiem, czy łatwo poddajemy się złości. Ci, którzy osiągną wysoki wynik, niewątpliwie powinni się nad tym zastanowić, bo nie tylko szkodzą sobie, ale są też utrapieniem dla innych.

 

Seligman radzi prowadzenie dziennika złości, w którym notujemy przyczyny, czas trwania i efekty wybuchów. Poza tym dobrze jest po pierwszym etapie, czyli myśli, nie przystępować natychmiast do ataku, ale dać sobie chwilę czasu na refleksję. Pomagają też treningi asertywności, które uczą zupełnie innej formy wyrażania swoich uczuć i potrzeb.

 

Jak więc widać, stare przysłowie „Złość piękności szkodzi” nie jest pozbawione racji, a teorie mówiące o tym, że tłumienie uczuć prowadzi do chorób w praktyce są niczym nieuzasadnione.

Czytaj Małżeństwa, które sie kłócą mogą przytyć 5 kilo rocznie!

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

psychologia,  martin seligman,  złość,  agresja, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót