Reklama

O odchudzaniu napisano już tomy, firmy proponujące cudowne preparaty, diety, ćwiczenia, zgarniają na całym świecie miliardy dolarów. To kolosalne pieniądze i dlatego zależy im na tym by nieustannie wpędzać cię w kompleksy. Wtóruje im przemysł odzieżowy lansując tak chude modelki, że w realnym życiu takie kobiety należą do rzadkości. No chyba, że wyjedziesz do głodującego kraju w Afryce. Oczywiście, nie mamy zamiaru namawiać Cię do niekontrolowanego obżarstwa, jest jednak kilka rzeczy, które powinnaś wiedzieć, zanim zdecydujesz się podjąć ze swoim ciałem tę nierówną walkę.

 

Amerykański psycholog Martin Seligman, autor kultowej już książki "Co możesz zmienić a czego nie możesz", nie ukrywa, że sam od lat walczy ze swoją nadwagą. Bezskutecznie. I bezlitośnie rozprawia się z mitami na temat odchudzania. Pierwszy z nich, to wtłoczona nam do głowy teoria, że sami odpowiadamy za naszą sylwetkę. Jeśli więc nie jesteś chuda to znaczy, że jesteś słaba, że nie masz kontroli nad swoim ciałem. Co gorsza, jeśli koniecznie chcesz schudnąć, oznacza to, że padłaś ofiarą tych wszystkich, którzy od lat lansują chudość jako wyłączne piękno. Cóż, masz do tego prawo, gwiazdy filmowe są chude ( w większości przypadków), z plakatów patrzą chude modelki, na wystawach sklepowych stoją chude manekiny, a w babskich gazetach roi się od cudownych przepisów na szczupłą sylwetkę. Można zdołować się swoją nadwagą? Nie tylko można, nawet trzeba. Świat kocha chudych, grubi popadli w niełaskę.

 

Zaczynasz więc walkę. Dieta, ćwiczenia, zrzucasz nawet upragnione parę kilogramów. Czas mija. Znowu przybierasz, znowu próbujesz diety. Jest coraz mniej skuteczna. Nie dziw się temu. Seligman pisze o tym zjawisku. To słynny efekt jo-jo. Po kuracji odchudzającej u ludzi zmienia się sposób przyswajania pokarmów. Wygłodzony organizm zaczyna oszczędzać energię. Wydatkuje jej mniej na ćwiczenia fizyczne, ba, spalasz mniej kalorii niż wcześniej, nawet podczas snu. Jeśli więc po diecie wrócisz do starych nawyków, twoja nowa waga przekroczy tę, od której wyszłaś. Za każdą próbą będzie jeszcze gorzej. To spadek po naszych przodkach z epoki głodu i niedojadania. Czas obfitości pozwalał zmagazynować tłuszcz, czas głodu był czasem oszczędności energii. Twoje ciało nie ma pojęcia, że w lodówce masz pełno jedzenia, a głód ma służyć wyłącznie odchudzaniu. Ono uznaje, że nadszedł czas ograniczania spalania kalorii, byś mogła przetrwać. A gdy powraca okres obfitości zaczyna we wzmożony sposób zabezpieczać się na przyszłość. Tworzy się błędne koło, które trudno jest przerwać.

 

Tak więc, jak pisze Seligman, na dłuższą metę nie skutkuje żadna dieta ,o ile nie jesteś w stanie utrzymać jej do końca życia. Większość gwiazd, o czym nie mówi się głośno, żyje wodą i liściem sałaty. O ile jesteś w stanie żyć w taki sposób, o tyle masz szanse być chudą. Na ile wytrzymasz ten rygor? Wierzę, że marzysz o szczupłej sylwetce. Wierzę, że solennie przyrzekasz wytrwałość. Niestety, miej świadomość, że szanse na sukces są nikłe. Zaraz się dowiesz, dlaczego.

 

- Jedzenie to podstawowa przyjemność człowieka – wyjaśnia Janusz Koczberski, psycholog i psychoterapeuta. - I trudno z niej zrezygnować, bo jest szalenie łatwo dostępna. Przy odchudzaniu nie ma też mowy o zero – jedynkowej metodzie jak przy walce z paleniem czy alkoholizmem. Bo jeść coś jednak trzeba. Powstaje pytanie, co jeść, ile i z czego zrezygnować.

 

Rezygnujesz z pieczywa, słodyczy. Ale człowiek jest tylko człowiekiem. Oj, skubnę tylko kawałek bułki, dwie cząstki czekolady. Za chwile masz wyrzuty sumienia, czujesz się słaba i nic nie warta. Wyciągasz resztę czekolady i kończysz. Przyrzekasz sobie, że zaczniesz dietę od jutra...

- I kiedy granica zostaje raz przekroczona, powstają nowe obietnice, jutro, za tydzień, po świętach – wyjaśnia Koczberski. - W praktyce oznacza to na świętego Nigdy. Pokusy rozmywają nasze decyzje. Człowiek uwielbia robić sobie takie małe furtki. Och, raz do roku ciotka piecze tort orzechowy, szkoda by było go przecież nie zjeść.

Wiem, że to co teraz czytasz, nie brzmi zbyt zachęcająco. Pewnie wolałabyś super przepis, który w dwa tygodnie zamieni cię w mało seksowną, ale chudą jak szczapa modelkę. Za chwilę dostaniesz go jak na tacy, ale musisz mieć pewność, że masz żelazny charakter.

 

Tak, możesz być chuda do końca życia, możesz osiągnąć wymarzony rozmiar. Warunek jest jeden, dla większości nie do spełnienia. Ograniczysz jedzenie do około 1200 kalorii dziennie i do końca dni swoich nie zjesz niczego ponad przepisaną normę. Pójdziesz na ćwiczenia, przynajmniej kilka razy w tygodniu i nie zrezygnujesz z treningu nawet gdy łupie cię w kościach. Czyli podejmiesz się zadania wbrew samej sobie, wbrew gatunkowi ludzkiemu, który uwielbia pławić się w słodkim lenistwie.

- Trzeba zrezygnować z przyjemności i zmusić się do robienia nielubianych rzeczy – mówi o jedynym skutecznym przepisie na odchudzanie Janusz Koczberski. - Czyli wykonać coś, co dla większości jest niewykonalne, bo to jest coś, czego człowiek chronicznie nie znosi. Znam takich, którzy to potrafią, ale proszę mi wierzyć, na palcach jednej ręki można ich policzyć.

 

Zanim więc złapią cię wyrzuty sumienia po świątecznym obżarstwie, zastanów się, czy warto walczyć z wiatrakami. Zanim podejmiesz  postanowienie o przejściu na kolejną dietę, pomyśl, czy masz ku temu predyspozycje.

- Do tego potrzeba dużego hartu ducha, trzeba mieć charakter – mówi Koczberski. - To znaczy, że umie się wytrwać przy decyzjach podjętych w szczególnych warunkach, np. właśnie noworocznych, nawet wtedy, gdy te warunki minęły. A to zadanie często przerasta możliwości przeciętnego człowieka.

 

Seligman wtóruje podając dane statystyczne. Zaledwie 13 procent osób jest w stanie utrzymać wagę po stosowaniu diety i to wyłącznie tylko wtedy gdy nadal stosują znaczne restrykcje. Badania pokazują, że nasz organizm ma swoją wagę zaprogramowaną genetycznie. I zawsze będzie do niej dążył, bez względu na okoliczności. Eksperyment wśród więźniów – ochotników, przeprowadzony w USA pokazał, że nawet obietnica wysokiej nagrody finansowej nie pozwoliła im znacznie przytyć. Owszem, przybrali po kilka kilogramów, potem, mimo że dużo jedli, nie było żadnych efektów. Jeśli więc nie będziesz stosować drakońskich diet i nie dasz organizmowi powodów do jo-jo, zawsze zachowasz mniej więcej tę samą sylwetkę. A nieustanne odchudzanie nie jest wcale dobre. Jak pisze Seligman, powoduje bezradność, utratę nadziei, uczucie stałego zmęczenia, a w skrajnych przypadkach depresję czy bulimię. Inne badania mówią też o tym, że mniej się tyje, gdy je się nie mając z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Wybór należy do Ciebie - albo przestaniesz przejmować się wyglądem, albo przejdziesz na dożywotnią dietę.

 

Magdalena Gorostiza

Czytaj Marzenie o szczupłej sylwetce

Powrót
Reklama:

O odchudzaniu napisano już tomy, firmy proponujące cudowne preparaty, diety, ćwiczenia, zgarniają na całym świecie miliardy dolarów. To kolosalne pieniądze i dlatego zależy im na tym by nieustannie wpędzać cię w kompleksy. Wtóruje im przemysł odzieżowy lansując tak chude modelki, że w realnym życiu takie kobiety należą do rzadkości. No chyba, że wyjedziesz do głodującego kraju w Afryce. Oczywiście, nie mamy zamiaru namawiać Cię do niekontrolowanego obżarstwa, jest jednak kilka rzeczy, które powinnaś wiedzieć, zanim zdecydujesz się podjąć ze swoim ciałem tę nierówną walkę.

 

Amerykański psycholog Martin Seligman, autor kultowej już książki "Co możesz zmienić a czego nie możesz", nie ukrywa, że sam od lat walczy ze swoją nadwagą. Bezskutecznie. I bezlitośnie rozprawia się z mitami na temat odchudzania. Pierwszy z nich, to wtłoczona nam do głowy teoria, że sami odpowiadamy za naszą sylwetkę. Jeśli więc nie jesteś chuda to znaczy, że jesteś słaba, że nie masz kontroli nad swoim ciałem. Co gorsza, jeśli koniecznie chcesz schudnąć, oznacza to, że padłaś ofiarą tych wszystkich, którzy od lat lansują chudość jako wyłączne piękno. Cóż, masz do tego prawo, gwiazdy filmowe są chude ( w większości przypadków), z plakatów patrzą chude modelki, na wystawach sklepowych stoją chude manekiny, a w babskich gazetach roi się od cudownych przepisów na szczupłą sylwetkę. Można zdołować się swoją nadwagą? Nie tylko można, nawet trzeba. Świat kocha chudych, grubi popadli w niełaskę.

 

Zaczynasz więc walkę. Dieta, ćwiczenia, zrzucasz nawet upragnione parę kilogramów. Czas mija. Znowu przybierasz, znowu próbujesz diety. Jest coraz mniej skuteczna. Nie dziw się temu. Seligman pisze o tym zjawisku. To słynny efekt jo-jo. Po kuracji odchudzającej u ludzi zmienia się sposób przyswajania pokarmów. Wygłodzony organizm zaczyna oszczędzać energię. Wydatkuje jej mniej na ćwiczenia fizyczne, ba, spalasz mniej kalorii niż wcześniej, nawet podczas snu. Jeśli więc po diecie wrócisz do starych nawyków, twoja nowa waga przekroczy tę, od której wyszłaś. Za każdą próbą będzie jeszcze gorzej. To spadek po naszych przodkach z epoki głodu i niedojadania. Czas obfitości pozwalał zmagazynować tłuszcz, czas głodu był czasem oszczędności energii. Twoje ciało nie ma pojęcia, że w lodówce masz pełno jedzenia, a głód ma służyć wyłącznie odchudzaniu. Ono uznaje, że nadszedł czas ograniczania spalania kalorii, byś mogła przetrwać. A gdy powraca okres obfitości zaczyna we wzmożony sposób zabezpieczać się na przyszłość. Tworzy się błędne koło, które trudno jest przerwać.

 

Tak więc, jak pisze Seligman, na dłuższą metę nie skutkuje żadna dieta ,o ile nie jesteś w stanie utrzymać jej do końca życia. Większość gwiazd, o czym nie mówi się głośno, żyje wodą i liściem sałaty. O ile jesteś w stanie żyć w taki sposób, o tyle masz szanse być chudą. Na ile wytrzymasz ten rygor? Wierzę, że marzysz o szczupłej sylwetce. Wierzę, że solennie przyrzekasz wytrwałość. Niestety, miej świadomość, że szanse na sukces są nikłe. Zaraz się dowiesz, dlaczego.

 

- Jedzenie to podstawowa przyjemność człowieka – wyjaśnia Janusz Koczberski, psycholog i psychoterapeuta. - I trudno z niej zrezygnować, bo jest szalenie łatwo dostępna. Przy odchudzaniu nie ma też mowy o zero – jedynkowej metodzie jak przy walce z paleniem czy alkoholizmem. Bo jeść coś jednak trzeba. Powstaje pytanie, co jeść, ile i z czego zrezygnować.

 

Rezygnujesz z pieczywa, słodyczy. Ale człowiek jest tylko człowiekiem. Oj, skubnę tylko kawałek bułki, dwie cząstki czekolady. Za chwile masz wyrzuty sumienia, czujesz się słaba i nic nie warta. Wyciągasz resztę czekolady i kończysz. Przyrzekasz sobie, że zaczniesz dietę od jutra...

- I kiedy granica zostaje raz przekroczona, powstają nowe obietnice, jutro, za tydzień, po świętach – wyjaśnia Koczberski. - W praktyce oznacza to na świętego Nigdy. Pokusy rozmywają nasze decyzje. Człowiek uwielbia robić sobie takie małe furtki. Och, raz do roku ciotka piecze tort orzechowy, szkoda by było go przecież nie zjeść.

Wiem, że to co teraz czytasz, nie brzmi zbyt zachęcająco. Pewnie wolałabyś super przepis, który w dwa tygodnie zamieni cię w mało seksowną, ale chudą jak szczapa modelkę. Za chwilę dostaniesz go jak na tacy, ale musisz mieć pewność, że masz żelazny charakter.

 

Tak, możesz być chuda do końca życia, możesz osiągnąć wymarzony rozmiar. Warunek jest jeden, dla większości nie do spełnienia. Ograniczysz jedzenie do około 1200 kalorii dziennie i do końca dni swoich nie zjesz niczego ponad przepisaną normę. Pójdziesz na ćwiczenia, przynajmniej kilka razy w tygodniu i nie zrezygnujesz z treningu nawet gdy łupie cię w kościach. Czyli podejmiesz się zadania wbrew samej sobie, wbrew gatunkowi ludzkiemu, który uwielbia pławić się w słodkim lenistwie.

- Trzeba zrezygnować z przyjemności i zmusić się do robienia nielubianych rzeczy – mówi o jedynym skutecznym przepisie na odchudzanie Janusz Koczberski. - Czyli wykonać coś, co dla większości jest niewykonalne, bo to jest coś, czego człowiek chronicznie nie znosi. Znam takich, którzy to potrafią, ale proszę mi wierzyć, na palcach jednej ręki można ich policzyć.

 

Zanim więc złapią cię wyrzuty sumienia po świątecznym obżarstwie, zastanów się, czy warto walczyć z wiatrakami. Zanim podejmiesz  postanowienie o przejściu na kolejną dietę, pomyśl, czy masz ku temu predyspozycje.

- Do tego potrzeba dużego hartu ducha, trzeba mieć charakter – mówi Koczberski. - To znaczy, że umie się wytrwać przy decyzjach podjętych w szczególnych warunkach, np. właśnie noworocznych, nawet wtedy, gdy te warunki minęły. A to zadanie często przerasta możliwości przeciętnego człowieka.

 

Seligman wtóruje podając dane statystyczne. Zaledwie 13 procent osób jest w stanie utrzymać wagę po stosowaniu diety i to wyłącznie tylko wtedy gdy nadal stosują znaczne restrykcje. Badania pokazują, że nasz organizm ma swoją wagę zaprogramowaną genetycznie. I zawsze będzie do niej dążył, bez względu na okoliczności. Eksperyment wśród więźniów – ochotników, przeprowadzony w USA pokazał, że nawet obietnica wysokiej nagrody finansowej nie pozwoliła im znacznie przytyć. Owszem, przybrali po kilka kilogramów, potem, mimo że dużo jedli, nie było żadnych efektów. Jeśli więc nie będziesz stosować drakońskich diet i nie dasz organizmowi powodów do jo-jo, zawsze zachowasz mniej więcej tę samą sylwetkę. A nieustanne odchudzanie nie jest wcale dobre. Jak pisze Seligman, powoduje bezradność, utratę nadziei, uczucie stałego zmęczenia, a w skrajnych przypadkach depresję czy bulimię. Inne badania mówią też o tym, że mniej się tyje, gdy je się nie mając z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Wybór należy do Ciebie - albo przestaniesz przejmować się wyglądem, albo przejdziesz na dożywotnią dietę.

 

Magdalena Gorostiza

Czytaj Marzenie o szczupłej sylwetce

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

otyłość,  odchudzanie,  Janusz Koczberski,  martin seligman,  dieta, 

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~Irmina -Trener Wellness   zgłoś nadużycie  

    Magdusiu, myśle ,że tu sie \\\"wylewa dziecko z kapielą\\\"....Dzis nie mogłam sie oprzec w nie zabraniu głosu w tym temacie. Czuje sie w obowiązku to zrobić...Osobiscie od ponad 16 lat utrzymuje moja utracona wagę,(ponad -22 kg, ostatnio nawet ok.-25) i bardzo dobry stan zdrowia ,, energii jak na moje ponad 60 lat, ale nie przez diety hypocaloryczne,czy inne \\\"diety cud\\\", tylko dzieki odzywianiu organizmu. Bezdyskusyjne jest to ,że obecne jedzenie jest tak zubożałe i tak przetworzone,ze problem nadwagi urósł praktycznie do poziomu Ameryki . Jest to jednak nie tylko problem nadwagi , tylko brak kontroli wagi, co jest problemem szerszym, niz nadwaga. Szybkie jedzenie, fast food, wygodne szybkie do przyrządzenia podgotowane , ale zakonserwowane \\\"na śmierć\\\" półprodukty, terminy ważności, chemia w jedzeniu i inne \\\"diavolerie\\\" pogłębiają problem. Jakie wyjście? Ktos narzeka ,że są dziwne produkty uzupełniajace i nastał czas na suplementacje, lub to ,że ktos chce być szczupły? Chyba juz nie o to chodzi....Chodzi o zdrowie, o samopoczucie, o normalne funkcjonowanie , nie tylko o efekt estetyczny. A więc droga do osiągniecia rezultatu na pewno wymaga pewnej decyzji; chce byc otyły? Chcę mieć problemy z włosami, zdrowiem itp? OK! No problem! Problem jednak zaczyna sie potem, zdrowie wysiada, organy nie pracuja , obciążenie przenosimy na słuzbe zdrowia , to lekarz nam pomoże, itp bzdety ...Przepraszam, ale slysze dosyc czesto takie wykrety, żeby tylko nad soba nie popracować , a w sumie trzeba tak niewiele. Jestem osoba bardzo wygodną, nawet troche leniwą, ale utzrymanie fajnego stanu zdrowia i niezłej formy wcale nie jest tak trudne. Organizm jednak oddaje mi top z nawiązką, wiec na pewno nie diety! Nie istnieje genetyczna otyłość!!!! Nawet WHO mówi: genetyka ma tylko 8 % wpływu na nasze zdrowie i otyłość lub inne problemy z wagą. Srodowisko 11% , a stres tylko 6%! 75% zależy od tego co wkładamy do buzi, czyli jedzenia i picia oraz stylu życia. Wszystko jest mozliwe, zależy od naszej motywacji i świadomości tego jak chcemy skończyć, na rekach pielegniarzy, na łasce NFZ i jako ciężar dla naszych bliskich, czy tez ze starości i w dobrej kondycji około setki ? Wybór należy do nas w 75%. Uwielbiam i szanuję bardzo Pana Janusza Koczberskiego za to co robi w swoim zawodzie terapeuty zajmującego sie zależnościami i nałogami, ale w temacie odżywiania chyba raczej sie nie orientuje zbyt dobrze...To tez moze byc nałogiem, ale tylko w niektórych wypadkach, w wiekszosci to złe , niewłasiwe i ubogi odżywianie, braki odzywcze moga doprowadzic do strasznych sytuacji. Jak je chcemy uzupełnic ,w jaki sposób , czym i w jakim systemie, to juz osobista decyzja kazdej z osób, bo jest duży wybór , ale bezdyskusyjne jest to ,ze jest to konieczne w obecnych czasach. Pozdrawiam wszytkich w \\\"Międzynarodowym Dniu Otyłości\\\", choc nie chodzi tylko o otyłość w tym wszystkim. Tradycyjna buzka dla Ciebie jako autorki artykułu, dzieki za poruszenie tematu i ukłony dla wszystkich czytających. Ciao! Irmina

  • Komentarz od: ~BylyGrubas   zgłoś nadużycie  

    1200 kcal dzienie czy tam cudowne 1000 kcal to jest tylko substytut diety. Prawdziwa dieta to zmiana nawyków żywieniowych a nie 1000 kcal dziennie, ale grubas zawsze znajdzie wytłumaczenie dlaczego nie chudnie.

  • Komentarz od: ~micra   zgłoś nadużycie  

    Oczywiście, że odchudzanie nie ma sensu, wszystkiemu winne są geny, nikt nie jest winny swojego spasienia ponad miarę. Jestem mężczyzną, mam dwóch braci, ja jestem spasiony, oni nie. Co jest tego przyczyną? Brak ruchu - mam pracę siedzącą, dużo jeżdżę samochodem i efekt gotowy. Od końca września, a może połowy października całkowicie odstawiłem węglowodany, w tym: - pieczywo z pełnoziarnistym włącznie; - produkty zbożowe z płatkami i makaronami włącznie (także tymi z mąki z pełnego przemiału); - zero ryżu i kasz; - cukier, cukierki, ciastka - o tym nie wspominam, bo to chyba oczywiste; - zero ziemniaków i warzyw, których indeks glikemiczny jest wysoki, np. gotowana marchewka. Co pozostało z węglowodanów? Oprócz niewielkich ilości w innych produktach spożywam je w: - owocach - np. jabłka; - warzywach - pomidory, papryka, cebula - orzechach. Nie ograniczam ilości tłuszczów i białek - dotyczy to m.in. orzechów. Bzdury w postaci diety 1200 kcal można sobie wsadzić nie powiem gdzie. Jeżeli człowiek płci dowolnej przy pracy siedzącej potrzebuje 2000kcal to skąd się weźmie brakujące 800kcal? A to nie wszystko - do normalnego życia potrzeba jeszcze wysiłku - czy to będzie truchtanie, czy \"kijki\", czy rower, czy pływanie, bez regularnego delikatnego wysiłku wszelkie diety to nabijanie kasy firmom sprzedającym cudowne składniki diet. I rzeczywiście na diecie 1200kcal nie da się długo wytrzymać, ale dopóki zakaz spożywania cukrów nie zostanie zmieniony w przekonanie, że nie powinno się ich jeść, dopóty to będzie zawsze walka, zawsze przegrana. Jeżeli problemem jest chęć zjedzenia czegoś słodkiego i zastąpimy to słodzikiem to za czas jakiś zjemy coś z cukrem i problem powróci. Dopóki nie skończymy z podjadaniem, dopóty będzie problem z wagą. Więc jeżeli nie możesz się powstrzymać przed czymś słodkim to nie dziw się, że waga będzie coraz większa i to nie jest problem, bo to coś słodkiego jest dla Ciebie ważne, więc jedz, waga ma dla Ciebie mniejsze znaczenie. Na koniec - powinno być \"tĘ samą sylwetkę\".

Powrót