Reklama:
blocker

Akcja rozgrywa się w fikcyjnym Little Neck Cove w Connecticut, gdzie „prawie krewni” prezydentów, senatorów i innych bardzo ważnych osób tworzą swoją nadmorską enklawę. To miejsce pełne bogatych, uprzywilejowanych, białych mężczyzn, ich znudzonych, okrutnych żon i dzieci, które głownie są rozczarowaniem. Jak w większości zamożnych, hermetycznych środowisk, strach przychodzi z zewnątrz, podczas gdy to czego powinni się najbardziej obawiać, znajdują się na ich własnym podwórku…

Cheryl nigdy nie była odpowiednią żoną. Zawsze czuła się jak outsider, a teraz po czterdziestce - w obliczu upływającego nieubłagalnie czasu, gdy jej małżeństwo rozpada się, a jej niepokojący pasierb, Teddy, zostaje wyrzucony ze studiów i wraca do rodzinnego domu – drobne rysy na obrazie idealnego życia zamieniają się w głębokie pęknięcia. On też tu nie pasuje.

 

najeźdźcy

Z początkiem lata sąsiedzi Cheryl zaczynają się organizować przeciwko obcym pojawiającym się na ich terenie. Oskarżają ich o akty wandalizmu i przemocy, próbując zachować nieskazitelne wyobrażenia o samych sobie. Biały płot, którym odgradzają Little Neck Cove od reszty świata, staje się dla Cheryl i Teddy'ego pułapką bez wyjścia.Jest to opowieść nie tyle o rodzinie, co o ludziach, którzy są głęboko oddani autodestrukcji. Ze znanych motywów znudzonych żon, rozleniwionych młodzieńców, zdradzających mężów i podejrzliwych sąsiadów Karolina Waclawiak buduje zupełnie nową, intrygującą opowieść o starzeniu się, dysfunkcyjnych związkach i nie całkiem spokojnym życiu na przedmieściach. A dzięki polskim korzeniom autorki (urodziła się w Łodzi, a wieku 2 lat przeniosła do Stanów Zjednoczonych) mamy wyjątkową okazję, by z jej perspektywy, wejść w duszny i nieidealny klimat amerykańskiego przedmieścia i jego mieszkańców, dla których niektórzy ludzie zawsze sprawiają wrażenie zbyt nowych.

ABC zakupiło prawa do ekranizacji tej mocno ironicznej, przyprawionej czarnym humorem, obyczajowej groteski.

 

Następczyni Johna Updike`a. - Guardian

Idealnie mroczna lektura. - Vanity Fair

Zręczny humor i wnikliwe spojrzenie. - Oprah Magazine

Ta powieść sprawi, że wstrzymasz oddech aż do ostatniej strony. - Roxane Gay

 

 

książka

Karolina Waclawiak - urodzona w Łodzi, od drugiego roku życia mieszka w Stanach Zjednoczonych. Scenarzystka i pisarka, zadebiutowała powieścią „How to Get into the Twin Palms”, w której słychać echa emigracyjnych doświadczeń jej rodziny.
Jej teksty ukazywały się w „Los Angeles Times”, „New York Times”, „VQR” i wielu innych cenionych miejscach. Karolina Waclawiak była redaktorką magazynu „Believer”, obecnie zarządza działem kultury portalu BuzzFeed News. Aktualnie pracuje nad swoją trzecią powieścią, która ma się ukazać wiosną 2020 roku.

 

Fragment książki

CHERYL

Gdy byłam nastolatką, moja matka mawiała: „Mężczyźni kochają kobietę, dopóki jest płodna, nawet jeśli nie chcą mieć z nią dziecka”. Patrzyła na moje zarumienione szesnastoletnie policzki i gderała: „Chcą tylko ciebie. Chcą wyssać twoją młodość. Ja już nie mogę im niczego dać”. Odpowiadałam, że to nieprawda, bo mężczyźni ciągle do niej przychodzą, ale mówiła tylko: „To nie jest miłość”. Nie wiedziałam, co mnie czeka w przyszłości. Nie miałam pojęcia, że moja matka ma rację.

Naprawdę, to nie ja powinnam mieć spuszczone oczy. Jak na ten klub byłam młoda. Miałam czterdzieści cztery lata i nie została mi blizna po cesarce ani brzuch pomarszczony po ciąży jak bibuła. Zachowałam figurę, a to przecież musiało coś znaczyć. Należałam do nowej gwardii. Nieważne, że Jeffrey był częścią starej gwardii. Jego pierwsza żona musiała się zajmować imprezami z losowaniem kluczy i gonić Teddy’ego do łóżka, a potem kłócić o znalezione w pościeli włosy w innym kolorze niż jej farba. Miałam szczęście, że to wszystko mnie ominęło. Musiało jej być ciężko patrzeć, jak Jeffrey chodzi na spacery z żoną Johnsona Picarda z końca ulicy, o ile wierzyć plotkom. Usłyszeć to jedno, ale widzieć to na własne oczy i nie móc nic zrobić, bo tak uzgodniliście wcześniej, to zupełnie co innego. Kobiety chodzące jak kaczki, pijące chardonnay z lodem, kobiety z głębokimi zmarszczkami na dekolcie – z nimi sypiał najpierw. Tymi, które teraz noszą białe adidasy, wzorzyste koszule i bawełniane spodenki.

Byłyśmy w fazie przejściowej między atrakcyjnością a jej brakiem – tym smutnym momentem, kiedy kobieta uświadamia sobie, że absolutnie żaden mężczyzna na nią nie patrzy, nawet pobieżnie. Na myśl o tym paraliżował nas strach.

Próbowałyśmy powstrzymać swój upadek jasnymi, egzotycznymi kolorami i odważnymi printami – robiłyśmy wszystko, by nasze krągłości ponownie przyciągnęły uwagę mężczyzn. Nawet jeśli niektóre części ciała zaczynały już lekko obwisać, przynajmniej na nas patrzyli. W końcu faceci są łatwi, prawda? Ukradkowo zerkali na sutki sterczące pod gładkim, bawełnianym, jasnoróżowym golfem albo na rąbek zbyt krótkiej plisowanej spódniczki tenisowej wydłużającej nawet najkrótsze kobiece nogi. Na pewno jakoś ich to poruszało. A przynajmniej na to liczyłyśmy. Pokaz mody „Zakupy do upadłego” zorganizowała Mary Ann, by zaprezentować modę ze sklepów z Main Street. Sprowadźcie modę do nas – błagałyśmy. I tak się stało. Sprzedawcy ze wszystkich butików siedzieli w tylnym rzędzie, by obserwować, kto i kiedy się wychyla.

Kobiety w każdym wieku przeglądały wieszaki z ubraniami w poszukiwaniu swojego imienia i przebierały się w pierwsze stroje na wybieg. Mary Ann wybrała modelki spośród dziesiątek członkiń. Wiek nie miał znaczenia. Po prostu musiały być ładne i szczupłe, aby pobudzić aspiracje damskiej części widowni. Patrzyłam, jak córki moich koleżanek wyskakują z krótkich spodenek, a potem na starsze kobiety, które je z żalem obserwowały, i uświadomiłam sobie, że mężczyźni już nigdy nie będą patrzeć na nas. Patrzyli na te córki, te z jędrnymi ramionami, gładkimi nogami i ciałami w sam raz do skąpego bikini, które przez cały dzień obracały się z brzucha na plecy na leżakach przy basenie. Wpatrywałam się w nie i zazdrościłam im ich młodości i ich ciał. Były takie młode! Ja już nigdy nie będę taka młoda. Nie chciałam dłużej o tym myśleć, to było zbyt bolesne. I nie mogłyśmy powiedzieć sobie o tym na głos. Chciałam podejść do każdej z tych dziewczyn i powiedzieć: „To nie potrwa długo. Kobiety mają datę ważności”. Ale takie rzeczy nie docierały do mnie, kiedy byłam młoda i głupia, czemu więc miałyby dotrzeć do nich? Zastanawiałam się, komu możemy z powrotem wykraść naszą młodość.

 

TEDDY

Usiadłem na wale i obserwowałem, jak dzieciaki powoli pływają żaglówkami po zatoce, starają się utrzymać równowagę, prosty maszt i usiłują złapać wiatr w żagle. Mogły już pływać bez partnera, a nauczyciel był niedaleko nich na motorówce. Co to za facet ich uczył w tym roku? Chyba nawet nie sprawdzał, czy panują nad swoimi łódkami. Ja bym to robił lepiej, ale członkowie klubu nie mogli tu pracować. Podział musiał być jasny, żeby każdy dobrze znał swoje miejsce w hierarchii.

Może to mogłaby być moja wymarzona praca – uczenie żeglowania siedmioletnich dzieciaków bogaczy. Gdzieś indziej. Patrzyłem, jak łódki chwiejnie wypływają z zatoki do cieśniny, i wiedziałem, że przepłyną bez problemu. Odwróciłem się i zobaczyłem, jak kilku starszych członków przechodzi przez parking do klubu, i pomyślałem sobie: może kiedyś mieli wyczucie stylu, a później po prostu machnęli na wszystko ręką i zaczęli nosić szorty w kolorze khaki.

Wracałem do domu jak syn marnotrawny. Czyż nie tak się to zawsze kończyło? Ojciec wyciągał do mnie ręce i mówił: „Wiedzieliśmy, że przechodzisz trudny okres. Po prostu cieszymy się, że wróciłeś”.

Zaśmiałem się na myśl o tym. Tak bardzo chciałem w to wierzyć.

Zmarnowane pieniądze. Nie udało mi się. Ostatnim razem mówili o ostatnich szansach. Wyczerpałem je. Ale nikt tego nie powie, tylko zaczną wprowadzać w życie swoją fantazję rodzinną. Jak tylko przejdę przez próg, zaczną ględzić o tym, co mam teraz robić – o planach i celach. Liczyłem na to. Naprawdę bardzo na to liczyłem. Chciałem usłyszeć o wszystkich swoich szansach na sukces. Chciałem wiedzieć, że tak właśnie będzie.

Podszedłem do domu i klucz był pod muszlą, tak jak powiedziała Cheryl. Metalowa zawieszka wystawała. Każdy mógł ją zobaczyć i wejść do środka. Tak duże poczucie bezpieczeństwa panowało w tej okolicy. Nie rozumiałem tego. Kilka lat temu w środku zimy pojechaliśmy pobuszować w domkach letnich. Znaleźliśmy schowane klucze i imprezowaliśmy całą noc, przenosząc się z domu do domu obcych ludzi, oglądając ich rodzinne zdjęcia i wyjadając resztki przekąsek, które zostawili po swoim pobycie. Myśleliśmy, że są pewnie na Florydzie, pływają po oceanie w daszkach przeciwsłonecznych na głowach i dopiero za kilka miesięcy odkryją zatkane sedesy, zarzygane łóżka i opróżnione barki.

Cheryl aż się prosiła, żeby zostać statystycznym wyjątkiem, który potwierdza regułę. Niby nigdzie nie wyjeżdżali i nie wiedziałem, czy mój ojciec planuje odejść na emeryturę, a jeśli tak, to czy będzie wyjeżdżał razem z Cheryl. Ale i tak nie chciałem, żeby ktoś grzebał w ich rzeczach.

W domu panowała martwa cisza. Wszystkie okna były pozamykane, jakbyśmy nie mieszkali na plaży. Otworzyłem lodówkę i znalazłem tylko sałatkę w pudełku, kilka pomidorów i karton śmietanki, no i jeszcze jakieś podejrzanie wyglądające resztki w plastikowym pojemniku. Cheryl naprawdę sobie nie radziła. Zamrażalnik przedstawiał jeszcze smutniejszy widok. Cała ściana obstawiona pojemnikami z cholernym rosołem, tak jakby gromadziła zapasy na nadejście apokalipsy. Wziąłem z szafki pudełko krakersów i zaniosłem swoje rzeczy na górę. Nie wiem, dlaczego Cheryl uparcie wystawiała w moim pokoju jakieś moje pierdoły z liceum. Na ścianie wisiały stare kije do lacrosse’a, a na moim biurku leżały rozłożone szkolne księgi pamiątkowe, jakby to był pieprzony stolik kawowy. Pomyślałem, że znowu będę musiał pogadać z nią o wchodzeniu do mojego pokoju, kiedy nie ma mnie w domu. Postawiłem torby w rogu, a po pudła z bagażnika postanowiłem pójść trochę później. No wiecie, trzeba zacząć od czegoś małego, powolutku. Przejrzałem swoje rzeczy i nie znalazłem żadnego zioła. To niedopuszczalne. Wczoraj schowałem trochę do torby, a teraz go tam nie było. Pewnie ktoś się dobrał do moich rzeczy, gdy spałem – by wziąć pieniądze na czynsz czy coś. Przeszukałem szuflady, bo wiedziałem, że gdzieś schowałem trawę na zapas, choć teraz pewnie była już strasznie zleżała. Może przekonam Cheryl, żeby zrobiła mi miejsce w zamrażalniku na moje zakazane zasoby. Roześmiałem się na samą myśl. Cheryl, połóż swój mrożony groszek tutaj, a ja położę swoje działki tutaj.

W moim pokoju niczego nie znalazłem. Wiedziałem, że teraz będę miał stres, czy spotkam kogoś, od kogo będę mógł zdobyć zioło. Kto tu jeszcze w ogóle był? Pewnie jebany Steven, a ja nienawidziłem robić z nim interesów. Moglibyśmy się zamienić – on mi swoje patyki, ja jemu mój szajs. Albo Pauline. Pomyślałem, że Pauline da mi wszystko, czego będę chciał.

Poszedłem do pokoju ojca i Cheryl. Bałem się, co tam znajdę. Zużyte tubki po żelu intymnym? Szczerze mówiąc, wątpiłem. Nie znalazłem żadnej od dawna, a od wielu lat nie widziałem nawet, żeby się dotykali. Otworzyłem szafkę nocną ojca i przejrzałem buteleczki z tabletkami w poszukiwaniu czegoś do przegryzienia. Lek na serce, lek na artretyzm, blister viagry. Chciałem wziąć trochę na później, ale sprawdziłem datę ważności i okazało się, że minęła dwa lata temu. Cholera, nie ma nic bardziej dołującego niż przeterminowana viagra. Odłożyłem ją na miejsce i przeszukałem pozostałe buteleczki.

I nagle zobaczyłem jak piękne światło – pół buteleczki oksykodonu. Otworzyłem ją i wysypało się moje kredowobiałe niebo. Dzięki, stary! Dzięki za twój cholerny artretyzm. Bardzo cię kocham. Wziąłem kilka tabletek i pomyślałem, że wykradnę więcej, jeśli będę potrzebował. W każdym razie dopóki nie zauważy i ich nie schowa. Jak dotąd nie podziałały na niego te wszystkie straszne reklamy, gdzie cichy głos nakazywał rodzicom, by chowali swoje leki przed dziećmi.

Wziąłem tabletki do swojego pokoju, rozgniotłem jedną i mocno wciągnąłem. Wiedziałem, że dzięki temu jeszcze trochę pociągnę, bo vicodin gówno dawał. Poszedłem pod prysznic, bo na haju nie ma nic lepszego niż gorąca woda. Możecie sobie wyobrazić, jak stoicie pod ciepłym wodospadem, a w głowie słyszycie drętwe brzęczenie i może jest tak, jakbyście byli w czymś większym niż wy sami. Jakby, no, nie wiem, w kadzi ciepłego miodu. Takiego miękkiego. Zostawiłem ubrania na kupie, włączyłem prysznic i czekałem, aż wielkie lustra zaparują.

Popatrzyłem na siebie i pomyślałem: To ty, Teddy. Najważniejsza jest druga szansa, co nie, brachu? Jesteś w teleturnieju i bierzesz dupę w troki. Robiłem do siebie zawzięte miny w lustrze, aby pokazać, że naprawdę nie żartuję. Drętwe brzęczenie zaczynało się wzmagać i wtedy wszedłem do kabiny, zamknąłem szklane drzwi i stanąłem pod wodą. Otworzyłem usta, by cała woda wlała się we mnie. Chciałem w niej utonąć.

Tagi:

książka,  Najeźdźcy, 

Loading...
Polecane artykuły:

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:


    Brak komentarzy
Powrót
Wyszukiwarka
Najnowsze
Newsletter
zapisz
Reklama:
Loading...