Reklama

Na emeryturze znalazła się przypadkiem. Pojechała na naradę do Warszawy. Nikt o niczym nie uprzedzał. Wróciła jako emerytka.

- Szok, zdziwienie – mówi- Ale takie mamy czasy i takie zwyczaje w korporacjach.

 

Pierwsze miesiące były trudne, bo jak nagle oswoić się z brakiem aktywności?

 

- Przychodziło po 100 maili dziennie, telefon dzwonił bez przerwy – wspomina. - Nagle cisza. Cieszyłam się jak jakiś spam wszedł na pocztę…

 

Po jakimś czasie się ocknęła. Zapisała na warsztaty robienia biżuterii. Lublin szykował się do startu na Europejską Stolicę Kultury. Były szkolenia dla wolontariuszy. Poszła. Znalazła się wśród młodych ludzi. Obudziła się do życia, do działania na rzecz innych.

 

Moja kochana dzielnica

 

Z Lublinem związana jest od urodzenia, na Wieniawie spędziła dzieciństwo i młodość, kocha to miejsce. Wystartowała do rady dzielnicy i została szefową. To był czas nowych pasji.

 

- Uwielbiam ten kawałek mojego świata – mówi – Tu są moje wspomnienia z lat najmłodszych. Dlatego starałam się, żeby wypiękniał.

 

Za jej kadencji powstał nowy plac zabaw, organizowała spotkania dotyczące zagospodarowania terenu nad Czechówką. Jest pasjonatką budżetu obywatelskiego, angażowania mieszkańców w działania samorządowe. Doceniono jej starania - dostała nagrodę Samorząd 2012.

 

 

Jest członkinią Forum Kobiet przy Prezydencie Miasta Lublina. Są tam kobiety nagrodzone przez prezydenta Medalem Prezydenta Miasta Lublin za szczególne zasługi w działalności społecznej.

 


Cele Forum Marcie odpowiadają, bo to i promowanie aktywności kobiet, działanie na rzecz wyrównywania szans, inicjowanie różnych przedsięwzięć.

 

 

Koronkowa robota

 

Ale, że wiecznie jej mało, założyła swoją fundację. Tu obok, bo tak się fundacja nazywa, inspiruje seniorów do wyjścia z domu, do spędzania aktywnie czasu

 

- Najpierw chciałam fundację nazwać Koronka – śmieje się Marta. -Bo chodziło mi o budowanie relacji między ludźmi, tworzeniu takiej specyficznej siatki. Ale uznałam, że ludzie nie skojarzą, o co mi chodzi, że to może taka trochę staroświecka nazwa.

 

Tu obok oddaje sens działania. Marta pokazuje, że obok są ciekawi ludzie i ciekawe miejsca. Są więc wyprawy na wystawy i do muzeów, spacery z kijami ale i dyskusje na temat gender czy warsztaty z nowych technologii.

 

Na wtorkowe spotkania przychodzi zawsze około 20 osób. Ale lista jest otwarta i Marta zaprasza wszystkich chętnych. W fundacji nie ma nudy, ciągle coś się dzieje, ciągle są nowe pomysły.

 

Przodownica czynu pozadomowego

 

- Kiedyś mojego ojca tak „ochrzczono” na jego urodzinach – przodownik czynu pozadomowego – mówi Marta. - Mam to po nim w genach i dziś moi bliscy mówią w ten sposób o mnie.

 

Bo zawsze lubiła ruch, była rodzinnym kaowcem. Organizowała spotkania, nie znosiła nudy. Trudno więc się dziwić, że po kilkumiesięcznym stuporze wróciła do aktywności. Trudno wymieniać wszystkie projekty i inicjatywy, w których bierze udział, ale wszędzie jej pełno. Kiedy zaproszono ją do udziału w przedstawieniu na rzecz lubelskiego hospicjum Dobrego Samarytanina bez wahania stanęła na scenie.

 

 

- Stwierdziłam, że fakt, że jestem na emeryturze nie oznacza, że już umieram – mówi. - I chcę zarażać innych pasją do budowania społeczeństwa obywatelskiego, do wyjścia z domu, otwarcia się na ludzi.

 

Kiedy pytam, po co to wszystko robi, odpowiada prosto:

 

- Żeby było fajnie.

 

Magdalena Gorostiza

Powrót
Reklama:

Na emeryturze znalazła się przypadkiem. Pojechała na naradę do Warszawy. Nikt o niczym nie uprzedzał. Wróciła jako emerytka.

- Szok, zdziwienie – mówi- Ale takie mamy czasy i takie zwyczaje w korporacjach.

 

Pierwsze miesiące były trudne, bo jak nagle oswoić się z brakiem aktywności?

 

- Przychodziło po 100 maili dziennie, telefon dzwonił bez przerwy – wspomina. - Nagle cisza. Cieszyłam się jak jakiś spam wszedł na pocztę…

 

Po jakimś czasie się ocknęła. Zapisała na warsztaty robienia biżuterii. Lublin szykował się do startu na Europejską Stolicę Kultury. Były szkolenia dla wolontariuszy. Poszła. Znalazła się wśród młodych ludzi. Obudziła się do życia, do działania na rzecz innych.

 

Moja kochana dzielnica

 

Z Lublinem związana jest od urodzenia, na Wieniawie spędziła dzieciństwo i młodość, kocha to miejsce. Wystartowała do rady dzielnicy i została szefową. To był czas nowych pasji.

 

- Uwielbiam ten kawałek mojego świata – mówi – Tu są moje wspomnienia z lat najmłodszych. Dlatego starałam się, żeby wypiękniał.

 

Za jej kadencji powstał nowy plac zabaw, organizowała spotkania dotyczące zagospodarowania terenu nad Czechówką. Jest pasjonatką budżetu obywatelskiego, angażowania mieszkańców w działania samorządowe. Doceniono jej starania - dostała nagrodę Samorząd 2012.

 

 

Jest członkinią Forum Kobiet przy Prezydencie Miasta Lublina. Są tam kobiety nagrodzone przez prezydenta Medalem Prezydenta Miasta Lublin za szczególne zasługi w działalności społecznej.

 


Cele Forum Marcie odpowiadają, bo to i promowanie aktywności kobiet, działanie na rzecz wyrównywania szans, inicjowanie różnych przedsięwzięć.

 

 

Koronkowa robota

 

Ale, że wiecznie jej mało, założyła swoją fundację. Tu obok, bo tak się fundacja nazywa, inspiruje seniorów do wyjścia z domu, do spędzania aktywnie czasu

 

- Najpierw chciałam fundację nazwać Koronka – śmieje się Marta. -Bo chodziło mi o budowanie relacji między ludźmi, tworzeniu takiej specyficznej siatki. Ale uznałam, że ludzie nie skojarzą, o co mi chodzi, że to może taka trochę staroświecka nazwa.

 

Tu obok oddaje sens działania. Marta pokazuje, że obok są ciekawi ludzie i ciekawe miejsca. Są więc wyprawy na wystawy i do muzeów, spacery z kijami ale i dyskusje na temat gender czy warsztaty z nowych technologii.

 

Na wtorkowe spotkania przychodzi zawsze około 20 osób. Ale lista jest otwarta i Marta zaprasza wszystkich chętnych. W fundacji nie ma nudy, ciągle coś się dzieje, ciągle są nowe pomysły.

 

Przodownica czynu pozadomowego

 

- Kiedyś mojego ojca tak „ochrzczono” na jego urodzinach – przodownik czynu pozadomowego – mówi Marta. - Mam to po nim w genach i dziś moi bliscy mówią w ten sposób o mnie.

 

Bo zawsze lubiła ruch, była rodzinnym kaowcem. Organizowała spotkania, nie znosiła nudy. Trudno więc się dziwić, że po kilkumiesięcznym stuporze wróciła do aktywności. Trudno wymieniać wszystkie projekty i inicjatywy, w których bierze udział, ale wszędzie jej pełno. Kiedy zaproszono ją do udziału w przedstawieniu na rzecz lubelskiego hospicjum Dobrego Samarytanina bez wahania stanęła na scenie.

 

 

- Stwierdziłam, że fakt, że jestem na emeryturze nie oznacza, że już umieram – mówi. - I chcę zarażać innych pasją do budowania społeczeństwa obywatelskiego, do wyjścia z domu, otwarcia się na ludzi.

 

Kiedy pytam, po co to wszystko robi, odpowiada prosto:

 

- Żeby było fajnie.

 

Magdalena Gorostiza

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

kobietaxl,  Marta Kurowska,  Lublin, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót