Reklama

Jak trafiłaś do SPORTSRparku?

 

Moja koleżanka Paulina Mielniczuk, która współpracuje przy Sylwetce na lata, namówiła mnie na ten krok. Postanowiłam, że OK, pójdę, będę świecić przykładem, schudnę, pokażę, że można.

 

Skąd taka determinacja?

 

Kończę niebawem 40 lat. Chcę coś dla siebie zrobić, dla zdrowia przede wszystkim, ale też dla wyglądu. Powiedziałam sobie dość. Przez ostatnie 2 lata przytyłam 40 kilogramów. Muszę coś z tym zrobić.

 

Byłaś kiedyś szczupła?

 

Taka wiotka sarenka to nie, nie mam takiej budowy. Ale były dobre momenty w moim życiu. Tyle, że potem znów tyłam. Cały czas jestem na sinusoidzie, raz chudnę, raz tyję. Miałam już taki moment, kiedy powiedziałam sobie dość. Nie chce tych emocji – i pozytywnych i negatywnych, związanych z odchudzaniem. Bo jak schudniesz, każdy mówi wow! Super wyglądasz. I ty czujesz się świetnie. A potem znowu tyjesz i masz do siebie pretensje. I jest taka huśtawka uczuciowa. I masz ochotę ją przerwać. Powiedzieć, OK, będę już do końca życia gruba, dajcie mi wszyscy święty spokój. I już byłam bliska tego, żeby odpuścić.

 

Ale…

 

Ale ja nie boję się wyzwań. I stwierdziłam, OK, ostatni raz, ale na zawsze. Zmienię swoje życie, swoje nawyki, Świat się zmienił, kobiety po 40, 50, 60 roku życia są aktywne, jeżdżą na narty, grają w gry, chodzą na wyprawy. Tusza ogranicza. A ja chcę żyć pełną piersią. Ostatnio był wyjazd z pracy do hotelu z pięknym SPA. Wszyscy pławili się w basenie, a ja siedziałam w pokoju, bo nie mogłam w ciągu jednego dnia kostiumu dla siebie kupić. To też są ograniczenia i to spore. Trudno się ubrać. Na przykład.

 

A samoakceptacja? Wierzysz, że kobiety XL akceptują swój wygląd?

 

Pewnie do końca nigdy go nie zaakceptują. Nie mówię o lekkiej nadwadze, ładnych krągłościach, ale tuszy. Trudno jednak nie marzyć o szczupłej sylwetce. W dodatku taki wizerunek jest nam narzucany przez media. Więc nawet jak rodzina, znajomi, facet akceptują twój rozmiar, to wolałabyś być inna. Taka prawda.

 

Tyjesz, bo jesz dużo?

 

Mnie stres tuczy, jak mam złe momenty to natychmiast tyję. I jem wtedy kompulsywnie, zupełnie bezmyślnie. Na przykład orzeszki. Bezwiednie, jeden po drugim. I tak to idzie. A potem wpada się w taki lekki obłęd, jak ktoś zwróci uwagę, żebyś tego czy tamtego nie jadła, to jesz na przekór, jeszcze więcej. Jakby człowiek sam sobie chciał zrobić krzywdę.

 

Trochę tak jest przy jedzeniu kompulsywnym…

 

Wiem, jak człowiek sam siebie mądrze kocha, nie robi sobie takich rzeczy. Czas dorosnąć. Czas na odważną decyzję. Fakt, że zostałam twarzą tego programu podwaja moją determinację. To duże wyzwanie i chcę mu podołać. Głupio by było ponieść klęskę.

 

 

Ile chcesz schudnąć?

 

20 – 30 kilogramów? Fajnie, że są inne kobiety. W towarzystwie przyjemniej. Będziemy się wspierać, lubię dzielić się z innymi swoimi doświadczeniami. Lubię inne kobiety. Kiedy pracowałam jako kosmetyczka, robiłam masaże. Wiele kobiet otwierało się przede mną, bo wiedziały, że też jestem niedoskonała. Rozumiem bolączki kobiet niezadowolonych ze swojego wyglądu. One też były zadowolone, że nie są samotne w swoich rozterkach, że nie są jedyne z kompleksami. Warto działać razem na tym polu. Zapraszam też inne kobiety,  które chciałyby wziąć udział w programie. Startujemy w poniedziałek 4 kwietnia, ale w każdej chwili można przecież dołączyć. Jest dietetyk, trener, psycholog, kompleksowe odchudzanie pod okiem fachowców. Warto się razem wspierać, zaprzyjaźnić.

 

I zawalczyć o siebie?

 

Tak, zawalczyć o swoje marzenia, być taką, jaką chcę być, czuć się dobrze ze swoim ciałem. Wiem, że to możliwe i chcę to osiągnąć. Wiem, że mogę mieć po drodze upadki, chwile załamania. Że trzeba będzie podnieść się, otrzepać i iść dalej. Wierzę, że wreszcie mi się to uda. Że schudnę raz na zawsze. Nie dla innych, dla siebie. Żeby mi było ze mną samą zwyczajnie dobrze.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Jak trafiłaś do SPORTSRparku?

 

Moja koleżanka Paulina Mielniczuk, która współpracuje przy Sylwetce na lata, namówiła mnie na ten krok. Postanowiłam, że OK, pójdę, będę świecić przykładem, schudnę, pokażę, że można.

 

Skąd taka determinacja?

 

Kończę niebawem 40 lat. Chcę coś dla siebie zrobić, dla zdrowia przede wszystkim, ale też dla wyglądu. Powiedziałam sobie dość. Przez ostatnie 2 lata przytyłam 40 kilogramów. Muszę coś z tym zrobić.

 

Byłaś kiedyś szczupła?

 

Taka wiotka sarenka to nie, nie mam takiej budowy. Ale były dobre momenty w moim życiu. Tyle, że potem znów tyłam. Cały czas jestem na sinusoidzie, raz chudnę, raz tyję. Miałam już taki moment, kiedy powiedziałam sobie dość. Nie chce tych emocji – i pozytywnych i negatywnych, związanych z odchudzaniem. Bo jak schudniesz, każdy mówi wow! Super wyglądasz. I ty czujesz się świetnie. A potem znowu tyjesz i masz do siebie pretensje. I jest taka huśtawka uczuciowa. I masz ochotę ją przerwać. Powiedzieć, OK, będę już do końca życia gruba, dajcie mi wszyscy święty spokój. I już byłam bliska tego, żeby odpuścić.

 

Ale…

 

Ale ja nie boję się wyzwań. I stwierdziłam, OK, ostatni raz, ale na zawsze. Zmienię swoje życie, swoje nawyki, Świat się zmienił, kobiety po 40, 50, 60 roku życia są aktywne, jeżdżą na narty, grają w gry, chodzą na wyprawy. Tusza ogranicza. A ja chcę żyć pełną piersią. Ostatnio był wyjazd z pracy do hotelu z pięknym SPA. Wszyscy pławili się w basenie, a ja siedziałam w pokoju, bo nie mogłam w ciągu jednego dnia kostiumu dla siebie kupić. To też są ograniczenia i to spore. Trudno się ubrać. Na przykład.

 

A samoakceptacja? Wierzysz, że kobiety XL akceptują swój wygląd?

 

Pewnie do końca nigdy go nie zaakceptują. Nie mówię o lekkiej nadwadze, ładnych krągłościach, ale tuszy. Trudno jednak nie marzyć o szczupłej sylwetce. W dodatku taki wizerunek jest nam narzucany przez media. Więc nawet jak rodzina, znajomi, facet akceptują twój rozmiar, to wolałabyś być inna. Taka prawda.

 

Tyjesz, bo jesz dużo?

 

Mnie stres tuczy, jak mam złe momenty to natychmiast tyję. I jem wtedy kompulsywnie, zupełnie bezmyślnie. Na przykład orzeszki. Bezwiednie, jeden po drugim. I tak to idzie. A potem wpada się w taki lekki obłęd, jak ktoś zwróci uwagę, żebyś tego czy tamtego nie jadła, to jesz na przekór, jeszcze więcej. Jakby człowiek sam sobie chciał zrobić krzywdę.

 

Trochę tak jest przy jedzeniu kompulsywnym…

 

Wiem, jak człowiek sam siebie mądrze kocha, nie robi sobie takich rzeczy. Czas dorosnąć. Czas na odważną decyzję. Fakt, że zostałam twarzą tego programu podwaja moją determinację. To duże wyzwanie i chcę mu podołać. Głupio by było ponieść klęskę.

 

 

Ile chcesz schudnąć?

 

20 – 30 kilogramów? Fajnie, że są inne kobiety. W towarzystwie przyjemniej. Będziemy się wspierać, lubię dzielić się z innymi swoimi doświadczeniami. Lubię inne kobiety. Kiedy pracowałam jako kosmetyczka, robiłam masaże. Wiele kobiet otwierało się przede mną, bo wiedziały, że też jestem niedoskonała. Rozumiem bolączki kobiet niezadowolonych ze swojego wyglądu. One też były zadowolone, że nie są samotne w swoich rozterkach, że nie są jedyne z kompleksami. Warto działać razem na tym polu. Zapraszam też inne kobiety,  które chciałyby wziąć udział w programie. Startujemy w poniedziałek 4 kwietnia, ale w każdej chwili można przecież dołączyć. Jest dietetyk, trener, psycholog, kompleksowe odchudzanie pod okiem fachowców. Warto się razem wspierać, zaprzyjaźnić.

 

I zawalczyć o siebie?

 

Tak, zawalczyć o swoje marzenia, być taką, jaką chcę być, czuć się dobrze ze swoim ciałem. Wiem, że to możliwe i chcę to osiągnąć. Wiem, że mogę mieć po drodze upadki, chwile załamania. Że trzeba będzie podnieść się, otrzepać i iść dalej. Wierzę, że wreszcie mi się to uda. Że schudnę raz na zawsze. Nie dla innych, dla siebie. Żeby mi było ze mną samą zwyczajnie dobrze.

 

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

kobietaxl,  odchudzanie,  Sportspark,  Agnieszka Wielocka, 

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~Kama   zgłoś nadużycie  

    Aga, trzymam kciuki za Ciebie!!!

  • Komentarz od: ~Janusz Polański   zgłoś nadużycie  

    Agnieszka, nie ma znaczenia jak wyglądasz. Jesteś dobrym człowiekiem i to jest najważniejsze. Też jestem 95 kilogramowym misiem. Misiem ! I co mi zrobicie. Pozdrawiam .

Powrót