Reklama

Zakochałam się w twojej książce od pierwszego wejrzenia. Myślę, że każda kobieta znajdzie w niej kawałek siebie i na tym polega jej fenomen. Jak doszło do jej napisania?

 

W ogóle jej nie planowałam. Chciałam, owszem, napisać powieść, zaczęłam coś 3 lata temu ale porzuciłam i tak sobie te zapiski leżały. Kiedy w marcu tego roku wydawca zaproponował wydanie felietonów - ucieszyłam się, że bez wysiłku wydam książkę. Było niewiele czasu, tylko trzy miesiące. Po kilku próbach zebrania tekstów zdecydowałam, że ja chcę czegoś innego. Zrobiłam kilka szkiców, wyjęłam zapiski sprzed lat. Wzięłam urlop, pojechałam na Mazury i w trzy tygodnie powstała powieść o Kasi. Nie wiem, co to było. Jakaś wściekła energia, bunt? Czuję się trochę tak, jakbym wpadła w trans, a po przebudzeniu znalazła książkę na biurku. Kiedy redaktorka dostała maszynopis, odpisała mi: "Nie zrozumiałyśmy się. Chodziło nam o co innego, poradnik, zbiór felietonów.... Ale to jest rewelacyjne!"

 

Książka napisana jest z dużym humorem, ironią wręcz. Ale wesoła wcale nie jest. Wychodzi na to, że większość z nas to przestraszone, małe dziewczynki. Stawiasz pewną diagnozę - wychowanie, przekaz od innych kobiet, wpędzanie w kompleksy...

 

Te dziewczynki są bezbronne, ale strasznie zbuntowane. Tłumimy ten bunt, tłamsimy w sobie, pielęgnując jednocześnie frustrację. Nasza kultura, wychowanie i stereotypy nas w to ładują. Od najmłodszych lat dowiadujemy się że chłopcy mają nieco inne prawa. Wstyd jest domeną kobiet. Nawet to, co między nogami dla chłopaków jest powodem dumy, dla dziewczynek absolutnie wstydliwym tematem. Bohaterka dowiaduje się, że źle stawia stopy. Nie tak, jak dziewczynka. Ale co to znaczy? Nie wiadomo. Stawia więc INACZEJ. To "inaczej" to takie nasze fatum. Potem wszystko musi być inaczej. Inny kolor włosów, inna twarz, inny ciuch. Kobieta doskonała, to kobieta "inna". Dążenie więc do tej doskonałości to proces starań, który nigdy się nie kończy.

 

 

Ale też nic nie robimy, żeby od tych stygmatów się uwolnić. Na ile kobiety są same sobie winne?

 

Ja bym nie określała ich "winnymi", bo właśnie od tego już się zaczyna ten stygmatyzm. Kobiety są przecież winne wszystkiemu, odpowiadają nawet za błędy mężczyzn. Kto nie słyszał, że zgwałcona kobieta jest sama sobie winna? To leci tak. Dziewczynka najpierw dowiaduje się, ze ma się bardziej starać, że musi przynosić piątki i być grzeczna (chłopiec może być niegrzeczny, spoko), ma dostać odznakę wzorowego ucznia, żeby rodzice byli z niej dumni. A potem siedzi w szarym uniformie jako sekretarka swojego niegrzecznego kolegi - prezesa. I ta dorosła dziewczynka nie rozumie, jak to? Przecież tak się staram, a ciągle jest niedobrze. Ciągle mniej zarabiam, ciągle jestem zmęczona, nie mogę awansować, nie wychodzi mi ten tycjan na głowie i mąż mnie zdradza! Tymczasem mamy i taty już dawno nie ma, ona sama zamieniła się w mamę i tatę razem wziętych i dowala sobie na każdym kroku, że nie dostała jeszcze odznaki wzorowego ucznia. I nie dostanie. Nigdy siebie nie zadowoli, bo nie żyje dla siebie, bo rodzice jej tego nie nauczyli. Bo oni nie chcieli jej niegrzecznej, z wadami. Nie chcieli żeby była sobą. Oni chcieli odznakę.

 

 

Masz piękne fragmenty domowego życia, jak choćby te - co na obiad i o prasowaniu koszul męża. Same wchodzimy w takie role? same tego chcemy?

 

 

Nie wchodzimy, nas od małego w nie wsadzają. I naprawdę trudno się stamtąd wydostać. Dźwigamy takie poczucie, że coś musimy. Musimy czytać w myślach i spełniać wszystkie życzenia. Musimy być najlepsze. Najlepsze uczennice, najlepsze żony, najlepsze matki, najlepsze pracownice. I co nam z tego? Ostatnio byłam na otwarciu szkoły, pełno oficjeli, władza samorządowa itd. Na korytarzu była taka tablica z najlepszymi uczniami. Na tablicy wyróżnione, wzorowe - same dziewczynki. A wiesz, kto zajmował pierwsze rzędy VIP-ów? Sami mężczyźni. To po cholerę nam te piątki od góry do dołu?

 

 

Piszesz dużo o kompleksach kobiet. Te kawałki o zdjęciu na Facebooku czy oglądaniu na yt celebrytki są przepiękne. Dlaczego tak zazdrościmy innym i tak nie lubimy swojego wizerunku?

 

 

Bo siebie nie akceptujemy. Nie lubimy nawet. Wypieramy siebie z siebie. Wyobrażamy sobie, że jesteśmy inne niż jesteśmy, żeby siebie w ogóle znieść. Dlatego tak się do zdjęć napinamy, robimy dziubki,  wystudiowane miny. Zauważyłam, że wszystkie dziewczyny w wieku nastoletnim i nieco później wyglądają na tych swoich selfie tak samo. jak lalki z plastiku. Dziubek, spuszczone włosy na twarz. Zapanowała jakaś monofotografia. Nie mamy już własnych cech. I teraz następuje dramat, bo ktoś nam robi fotkę znienacka. Kasia znalazła takie zdjęcie na FB - ktoś jej strzelił i wrzucił do internetu. I ona ma problem, nie chce żeby to ktoś zobaczył, tymczasem jest oznaczona. Wpada w panikę. Jest przekonana, że to zdjęcie jej bardzo zaszkodzi, złamie karierę, chłopak ją rzuci, bo nie zrobiła dziubka i wygląda jak... Kasia.

 

 

 No i nasze cierpiętnictwo. Bohaterka kocha nawet swoją migrenę. Skąd to się twoim zdaniem bierze?

 

 

A co, nie słyszałaś, że cierpienie uszlachetnia? Po porodzie, z zaszytym tyłkiem trzeba usmażyć stos kotletów dla całej rodziny i zacisnąć zęby, bo... trzeba coś udowodnić. A wiesz, co? Że dam radę! Jestem dzielna, dam radę! Matka Polka cierpiąca to dość typowy model. A najgorsze jest to, że w społeczeństwie brakuje współczucia dla tej cierpiącej kobiety, raczej się właśnie wymaga - ma cierpieć! Zobacz, co się dzieje wokół znieczulenia zewnątrzoponowego podczas porodu. Można wyczuć wręcz pogardę, że kobiety chcą znieczulenia, a przecież ten ból porodowy to największy ból jakiego doświadcza człowiek! No to cierpimy. Kasia tak cierpi, że wzbrania się przed leczeniem. No bo jak to? Ma być już taka całkiem nijaka? Migrena dodawała jej szlachetności, to był taki niewidzialny order za życiowy znój. Tylko po co ten order?

 

 

Powiedziałaś, że ta książka kosztowała cię dużo emocjonalnie, że pisanie jej było swoistą traumą. Czujesz się teraz wyzwolona? Zaczęłaś "trzecie życie"?

 

 

Trzecie życie zaczyna się wtedy, kiedy rozumiesz, że jest mnóstwo spraw na świecie, które możesz mieć w dupie. Ja zaczynam to rozumieć. Ale droga do tego była mocno wyboista. Książka kosztowała mnie bardzo dużo. Wyszłam z siebie, to bolało. Ale potem stanęłam obok i pogłaskałam się po głowie. Tak jak pisałam - w każdej z nas jest nas dwie. Duża i mała. Zapominamy o tej małej, nie opiekujemy się nią. Dlatego tak siebie zajeżdżamy. Dążymy do nieustającej perfekcji, zapominając, że tym robimy sobie krzywdę. Nie dbamy o siebie. Nie mówię tu o makijażu, botoksie i szpilkach do nieba. Mówię o byciu dla siebie dobrym. Ta książka zbliżyła mnie do tego, żebym była dla siebie dobra.

 


 Książka robi furorę. Co twoim zdaniem dałaś w niej innym kobietom?

 

 

Chciałabym dać kobietom dobro. Jeśli ta książka choć w niewielkim stopniu uwolni nas z tych naszych gorsetów, w które się tak sznurujemy - to będzie sukces. Codziennie dostaję maile, wiadomości, w których piszą do mnie Czytelniczki. W jednej z nich była wzruszająca historia pewnej kobiety. Jej córeczka wróciła ze szkoły z "lufą". Mama spojrzała na nią ciepło i powiedziała: nie przejmuj się, następnym razem będzie lepiej. Dziewczynka zdębiała, ta kobieta też na dźwięk własnych słów zdębiała. Napisała do mnie potem, że po przeczytaniu mojej książki takie cuda się dzieją. To jest właśnie DOBRO.

Rozmawiala Magdalena Gorostiza

zdjęcie Katarzyna Włodkowska

 

Czytaj także Bądź kobietą niedoskonałą

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Zakochałam się w twojej książce od pierwszego wejrzenia. Myślę, że każda kobieta znajdzie w niej kawałek siebie i na tym polega jej fenomen. Jak doszło do jej napisania?

 

W ogóle jej nie planowałam. Chciałam, owszem, napisać powieść, zaczęłam coś 3 lata temu ale porzuciłam i tak sobie te zapiski leżały. Kiedy w marcu tego roku wydawca zaproponował wydanie felietonów - ucieszyłam się, że bez wysiłku wydam książkę. Było niewiele czasu, tylko trzy miesiące. Po kilku próbach zebrania tekstów zdecydowałam, że ja chcę czegoś innego. Zrobiłam kilka szkiców, wyjęłam zapiski sprzed lat. Wzięłam urlop, pojechałam na Mazury i w trzy tygodnie powstała powieść o Kasi. Nie wiem, co to było. Jakaś wściekła energia, bunt? Czuję się trochę tak, jakbym wpadła w trans, a po przebudzeniu znalazła książkę na biurku. Kiedy redaktorka dostała maszynopis, odpisała mi: "Nie zrozumiałyśmy się. Chodziło nam o co innego, poradnik, zbiór felietonów.... Ale to jest rewelacyjne!"

 

Książka napisana jest z dużym humorem, ironią wręcz. Ale wesoła wcale nie jest. Wychodzi na to, że większość z nas to przestraszone, małe dziewczynki. Stawiasz pewną diagnozę - wychowanie, przekaz od innych kobiet, wpędzanie w kompleksy...

 

Te dziewczynki są bezbronne, ale strasznie zbuntowane. Tłumimy ten bunt, tłamsimy w sobie, pielęgnując jednocześnie frustrację. Nasza kultura, wychowanie i stereotypy nas w to ładują. Od najmłodszych lat dowiadujemy się że chłopcy mają nieco inne prawa. Wstyd jest domeną kobiet. Nawet to, co między nogami dla chłopaków jest powodem dumy, dla dziewczynek absolutnie wstydliwym tematem. Bohaterka dowiaduje się, że źle stawia stopy. Nie tak, jak dziewczynka. Ale co to znaczy? Nie wiadomo. Stawia więc INACZEJ. To "inaczej" to takie nasze fatum. Potem wszystko musi być inaczej. Inny kolor włosów, inna twarz, inny ciuch. Kobieta doskonała, to kobieta "inna". Dążenie więc do tej doskonałości to proces starań, który nigdy się nie kończy.

 

 

Ale też nic nie robimy, żeby od tych stygmatów się uwolnić. Na ile kobiety są same sobie winne?

 

Ja bym nie określała ich "winnymi", bo właśnie od tego już się zaczyna ten stygmatyzm. Kobiety są przecież winne wszystkiemu, odpowiadają nawet za błędy mężczyzn. Kto nie słyszał, że zgwałcona kobieta jest sama sobie winna? To leci tak. Dziewczynka najpierw dowiaduje się, ze ma się bardziej starać, że musi przynosić piątki i być grzeczna (chłopiec może być niegrzeczny, spoko), ma dostać odznakę wzorowego ucznia, żeby rodzice byli z niej dumni. A potem siedzi w szarym uniformie jako sekretarka swojego niegrzecznego kolegi - prezesa. I ta dorosła dziewczynka nie rozumie, jak to? Przecież tak się staram, a ciągle jest niedobrze. Ciągle mniej zarabiam, ciągle jestem zmęczona, nie mogę awansować, nie wychodzi mi ten tycjan na głowie i mąż mnie zdradza! Tymczasem mamy i taty już dawno nie ma, ona sama zamieniła się w mamę i tatę razem wziętych i dowala sobie na każdym kroku, że nie dostała jeszcze odznaki wzorowego ucznia. I nie dostanie. Nigdy siebie nie zadowoli, bo nie żyje dla siebie, bo rodzice jej tego nie nauczyli. Bo oni nie chcieli jej niegrzecznej, z wadami. Nie chcieli żeby była sobą. Oni chcieli odznakę.

 

 

Masz piękne fragmenty domowego życia, jak choćby te - co na obiad i o prasowaniu koszul męża. Same wchodzimy w takie role? same tego chcemy?

 

 

Nie wchodzimy, nas od małego w nie wsadzają. I naprawdę trudno się stamtąd wydostać. Dźwigamy takie poczucie, że coś musimy. Musimy czytać w myślach i spełniać wszystkie życzenia. Musimy być najlepsze. Najlepsze uczennice, najlepsze żony, najlepsze matki, najlepsze pracownice. I co nam z tego? Ostatnio byłam na otwarciu szkoły, pełno oficjeli, władza samorządowa itd. Na korytarzu była taka tablica z najlepszymi uczniami. Na tablicy wyróżnione, wzorowe - same dziewczynki. A wiesz, kto zajmował pierwsze rzędy VIP-ów? Sami mężczyźni. To po cholerę nam te piątki od góry do dołu?

 

 

Piszesz dużo o kompleksach kobiet. Te kawałki o zdjęciu na Facebooku czy oglądaniu na yt celebrytki są przepiękne. Dlaczego tak zazdrościmy innym i tak nie lubimy swojego wizerunku?

 

 

Bo siebie nie akceptujemy. Nie lubimy nawet. Wypieramy siebie z siebie. Wyobrażamy sobie, że jesteśmy inne niż jesteśmy, żeby siebie w ogóle znieść. Dlatego tak się do zdjęć napinamy, robimy dziubki,  wystudiowane miny. Zauważyłam, że wszystkie dziewczyny w wieku nastoletnim i nieco później wyglądają na tych swoich selfie tak samo. jak lalki z plastiku. Dziubek, spuszczone włosy na twarz. Zapanowała jakaś monofotografia. Nie mamy już własnych cech. I teraz następuje dramat, bo ktoś nam robi fotkę znienacka. Kasia znalazła takie zdjęcie na FB - ktoś jej strzelił i wrzucił do internetu. I ona ma problem, nie chce żeby to ktoś zobaczył, tymczasem jest oznaczona. Wpada w panikę. Jest przekonana, że to zdjęcie jej bardzo zaszkodzi, złamie karierę, chłopak ją rzuci, bo nie zrobiła dziubka i wygląda jak... Kasia.

 

 

 No i nasze cierpiętnictwo. Bohaterka kocha nawet swoją migrenę. Skąd to się twoim zdaniem bierze?

 

 

A co, nie słyszałaś, że cierpienie uszlachetnia? Po porodzie, z zaszytym tyłkiem trzeba usmażyć stos kotletów dla całej rodziny i zacisnąć zęby, bo... trzeba coś udowodnić. A wiesz, co? Że dam radę! Jestem dzielna, dam radę! Matka Polka cierpiąca to dość typowy model. A najgorsze jest to, że w społeczeństwie brakuje współczucia dla tej cierpiącej kobiety, raczej się właśnie wymaga - ma cierpieć! Zobacz, co się dzieje wokół znieczulenia zewnątrzoponowego podczas porodu. Można wyczuć wręcz pogardę, że kobiety chcą znieczulenia, a przecież ten ból porodowy to największy ból jakiego doświadcza człowiek! No to cierpimy. Kasia tak cierpi, że wzbrania się przed leczeniem. No bo jak to? Ma być już taka całkiem nijaka? Migrena dodawała jej szlachetności, to był taki niewidzialny order za życiowy znój. Tylko po co ten order?

 

 

Powiedziałaś, że ta książka kosztowała cię dużo emocjonalnie, że pisanie jej było swoistą traumą. Czujesz się teraz wyzwolona? Zaczęłaś "trzecie życie"?

 

 

Trzecie życie zaczyna się wtedy, kiedy rozumiesz, że jest mnóstwo spraw na świecie, które możesz mieć w dupie. Ja zaczynam to rozumieć. Ale droga do tego była mocno wyboista. Książka kosztowała mnie bardzo dużo. Wyszłam z siebie, to bolało. Ale potem stanęłam obok i pogłaskałam się po głowie. Tak jak pisałam - w każdej z nas jest nas dwie. Duża i mała. Zapominamy o tej małej, nie opiekujemy się nią. Dlatego tak siebie zajeżdżamy. Dążymy do nieustającej perfekcji, zapominając, że tym robimy sobie krzywdę. Nie dbamy o siebie. Nie mówię tu o makijażu, botoksie i szpilkach do nieba. Mówię o byciu dla siebie dobrym. Ta książka zbliżyła mnie do tego, żebym była dla siebie dobra.

 


 Książka robi furorę. Co twoim zdaniem dałaś w niej innym kobietom?

 

 

Chciałabym dać kobietom dobro. Jeśli ta książka choć w niewielkim stopniu uwolni nas z tych naszych gorsetów, w które się tak sznurujemy - to będzie sukces. Codziennie dostaję maile, wiadomości, w których piszą do mnie Czytelniczki. W jednej z nich była wzruszająca historia pewnej kobiety. Jej córeczka wróciła ze szkoły z "lufą". Mama spojrzała na nią ciepło i powiedziała: nie przejmuj się, następnym razem będzie lepiej. Dziewczynka zdębiała, ta kobieta też na dźwięk własnych słów zdębiała. Napisała do mnie potem, że po przeczytaniu mojej książki takie cuda się dzieją. To jest właśnie DOBRO.

Rozmawiala Magdalena Gorostiza

zdjęcie Katarzyna Włodkowska

 

Czytaj także Bądź kobietą niedoskonałą

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

kobietaxl,  Sylwia Kubryńska,  Kobieta dość doskonała,  książka,  powieść,  kobieta, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót