Reklama:
Reklama:

Skąd pomysł na to, by otworzyć blog niedoskonalamama? Co było impulsem?

 

Czasopisma kobiece tętniły roześmianymi mamami, zawsze grzecznymi i zadowolonymi buźkami dzieci. A ja taka nie byłam i chciałam napisać, jak to jest naprawdę. Zaczęło się od tego, że opisałam swój typowy dzień i wysłałam na konkurs do ogólnopolskiego magazynu dla rodziców. Wygrałam fotelik samochodowy, to dało mi pewność siebie, wiarę, że to, co piszę może się komuś podobać. Ponadto, zrzucając z siebie emocje, poczułam ulgę, chciałam to powtórzyć i założyłam blog na bezpłatnej domenie. Gdy wpisy pojawiły się w sieci, portal – właściciel centrum blogowego, publikował je na swojej stronie głównej.

Małżonek odwiedza ten portal i zawołał mnie i powiedział, że to, co wieczorem mu czytałam, jest na Onecie. To był kolejny zastrzyk motywacji i pewności siebie. Pojawiły się komentarze, fani. A ja powoli poczułam smykałkę, ale jeszcze wtedy nie wiedziałam, że na tym można zarobić. Szukałam sposobu na siebie, moje czytelniczki poznane w sieci (z fanpage bloga) rzuciły hasło – załóż portal i tak przeniosłam się na prywatną domenę. Wkrótce pojawiły się propozycje płatnej współpracy.

 

Potem przyszły kolejne portale - kobietawe-biznesie i takeitizi. Sama pani nad nimi pracuje? Skąd czerpie pani inspiracje?

 

Kolejne blogi pojawiły się, bo z jednej strony dusiła mnie branża parentingowa, z drugiej, skoro zaczęłam zarabiać na jednym blogu, pomyślałam, że warto rozwinąć działalność (jest takie przysłowie, że jak jeden sklep jest rentowny, to co robisz? Otwierasz kolejny lokal). E-biznes nie wiąże się ze sporą inwestycją pieniędzy, pożera natomiast mnóstwo czasu i angażuje emocje, o czym przekonałam się w praniu.

Na blogi zapraszam gościnnie innych autorów, ale wszystkim zajmuję się sama (nie licząc księgowości oraz spraw technicznych, przy których potrzebuję pomocy z zewnątrz).

Inspiracją jest dla mnie życie, inni ludzie, relacje z nimi, ale też książki nadsyłane przez wydawnictwa. Inspiracją może być wrażenie zmysłowe, podróż, zrobienie czegoś na przekór. Dzielę się wiedzą z zarabiania online, ale po kilku latach i współpracy z agencją marketingową, mam sporo praktycznej wiedzy na ten temat.

Podczytuję darmowe e-booki, biorę udział w webinarach. Wiedza jest dostępna za darmo i w kapciach, trzeba tylko mieć oczy i uszy szeroko otwarte, korzystać z propozycji nie chować się w skorupie.

 

Da się wyżyć z internetu, czy trzeba dorabiać? Na jakim jest pani etapie kariery?

 

Są osoby, które żyją z internetu, nie ma może sensu porównywać się do topowych blogerów, którzy zarabiają 5 tysięcy za jeden tekst sponsorowany, a propozycji mają kilka w miesiącu, bo to naprawdę trudny orzech do zgryzienia. Dziś tyle zarabiają, ale od ośmiu lat ciężko pracują nad tym, by dostarczać Czytelnikom świeże treści, komunikować się z nimi w mediach społecznościowych, blogowanie pochłania ich bardziej niż niejednego etat w korporacji (wbrew temu, co się wydaje). Ale są osoby, które dywersyfikują źródła internetowego dochodu, przynoszą średnią pensję krajową, prowadzą działalność i ja właśnie w tym kierunku zmierzam.

Jestem na etapie czerpania nieregularnych dochodów z moich blogów, które, gdy się pojawią, dają mi sporo finansowego luzu, ale piszę też teksty SEO dla agencji marketingu internetowego, prowadzę blog branżowy dla klienta, tworzę treści na strony www, w tym opisy – o sobie.

Tego, co robię nie nazwałabym karierą, zresztą jestem typem osoby, która nigdy za karierą nie goniła. Rodzina zawsze była dla mnie na pierwszym miejscu.

Firmę prowadzę dopiero od roku, jeszcze przysługuje mi obniżony ZUS, cieszę się, ze sama mogę kupić sobie dobre okulary do pracy, kosmetyki, że mogę ratować nasz rodzinny budżet, gdy nałożą się wydatki i popsuje samochód, że nie musimy wtedy zaciągać kredytów, tylko uruchamiam swoje firmowe pieniądze i jedziemy dalej.

Docelowo chcę być kobietą niezależną finansowo, ale to może być kwestia jeszcze kilku lat. Zawsze sobie powtarzam, że jak zajdzie konieczność, wyemigruję i poszukam pracy, który po prostu da chleb mojej rodzinie. Na razie nie muszę tego robić i jestem za to bardzo wdzięczna. Mam nadzieję, że za jakiś czas w ogóle nie będę już musiała takiej opcji planować, bo biznes się rozwinie, a mój wysiłek zaprocentuje.

Pracuję nie tylko dla zysków, ile dla posiadania celu w życiu, takiego, który mnie motywuje, dzięki któremu nie czuję się sfrustrowana, jak choćby wtedy, gdy byłam mamą na pełen etat. To po prostu nie było dla mnie!

 

Co jest dla pani w pisaniu najważniejsze? Do jakich czytelniczek - czytelników, chce pani dotrzeć?

 

Najważniejsze jest nie skupiać się na tym, że tekst mógłby się komuś nie spodobać. Szczerość i autentyczność bez przywdziewania masek. Takie poczucie, że to jak piszę i jaka naprawdę jestem, nie będzie podobać się każdemu, ale nie szkodzi, bo nie po to jestem, by spełniać cudze oczekiwania, ale po to by czerpać satysfakcję z poczucia spójności z własnymi wartościami, odwagi do wyrażania własnych poglądów.

Rozpoczynając przygodę z blogowaniem, nie myślałam o tym, że chcę dotrzeć do konkretnych czytelniczek, okazało się, że przyciągam kobiety, które identyfikują się z tym, co piszę, podobne do mnie. Są to kobiety, które szukają własnej drogi zawodowej, które często chciałyby prowadzić swoje biznesy, bo tak jak ja, nie wyobrażały sobie, żeby 10 godzin spędzać poza domem i nie mieć udziału w codzienności. Ale też siedzenie w tym domu i koncertowanie się na cudzych potrzebach, wypalało je. Można nas nazwać tradycyjnymi kurami domowymi z ambicjami. Rodzinnymi, gotującymi aromatyczną zupę, ale za to nie biegającymi z mopem, bo w tym czasie dorabiają online.

 

Który z portali jest pani ulubionym? Dlaczego?

 

Każdy z blogów jest jak moje dziecko, a nie wypada nikogo wyróżniać. Każdy znaczy dla mnie coś innego, na każdym jestem sobą na swój sposób i poruszam inną tematykę. Nie umiałabym wybrać, ale gdyby nie starczyło czasu na wszystkie trzy, zostałabym przy niedoskonałej mamie.

 

Co by poradziła pani kobietom, które chciałby pójść pani śladem?

 

Zarabianie online, jak każdy inny biznes, wymaga regularności, uporu, konsekwencji. W budowaniu marki osobistej, w zdobywaniu czytelników, w asertywności z klientami, którzy chcą się reklamować, ale płacić już nie zawsze. Trzeba to naprawdę kochać, by znieść trudne momenty, ale satysfakcja jest ogromna. Ten rodzaj pracy idealnie można zgrać z wystąpieniami w szkole, z infekcjami dzieci.

To nie jest branża, na którą rodzina zareaguje z entuzjazmem, bo z pracą w naszym kraju jest trochę, jak z porodem, jak nie boli i nie zaciskasz zębów, to nie robisz tego prawidłowo. Dla niektórych nie do pomyślenia jest, że można pracować w domu, albo pisać (bo to przecież hobby, nie praca). Szczerze mówiąc, większość osób współczuje mojemu mężowi niepracującej żony. Czasem muszę przypomnieć sobie pismo z Urzędu Pracy, że utraciłam status bezrobotnej (cóż za strata…), że to się dzieje naprawdę.

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

Tagi:

kobietaxl,  pasja,  portal,  pisanie,  Marta Szyszko, 

Podobne artykuły:

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót
Reklama: