Reklama

Szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem. Znawcy tematu mówią, że dla dzieci pisze się najtrudniej. A ty masz na swoim koncie i sztuki i kolejną już książkę. Dlaczego piszesz właśnie dla najmłodszych?

Czy piszę książki dla najmłodszych, słuchowiska dla dorosłych, felietony, eseje czy opowiadania, zawsze robię to z tego samego powodu – żeby odkryć coś nowego, poznać siebie. Piszę nie po to, żeby opisać, tylko żeby się dowiedzieć. A forma dopasowuje się do tego. Nie tworzę w głowie historii, nie są gotowe, kiedy siadam do pisania. Każde zdanie buduje następne. Historia zaczyna żyć własnym życiem i ja sama nigdy nie wiem, co z tego wyniknie, dopóki nie skończę.

Mówisz – poznaję siebie poprzez moje książki. Czego nauczyli cię Arni i Dobek?

Że wszystko w życiu jest możliwe. I to bez użycia czarodziejskiej różdżki. Niby to proste, ale kiedy o tym zapominam, to zazdroszczę Harremu Potterowi, zamiast uwierzyć we własne siły.

Wiem, o czym mówisz, bo czasami czyta się jedno zdanie, które zawiera właśnie taki niby banał i nagle zaskakuje jakaś klapka w mózgu. Coś się otwiera, człowiek zmienia swój tok myślenia. I nagle ten truizm staje się niezmiernie ważny.

To są ważne momenty: czyjeś słowo, niespodziewane spotkanie, zapach, rozmowa, widok. Warto być czujnym: może pojawiły się, żebyśmy dowiedzieli się o sobie czegoś więcej, mieli szansę na rozwój? Napisałam „Leona i kotkę, czyli jak rozumieć mowę zegara”, moją pierwszą książkę, trochę przypadkiem. Piotr Fąfrowicz szukał tekstu, który mógłby zilustrować. A później, już po postawieniu ostatniej kropki, zdałam sobie sprawę jak ważny był dla mnie zegar w domu mojej babci. Jego tykanie w kuchni, gdzie spotykała się rodzina. Ten zegar wyznaczał rytm. Nie tylko dnia – całego życia. Wciąż go szukam.

Ale dzieci pewnie trochę inaczej czytają twoje książki?

Oczywiście i to jest fantastyczne. One dopisują do nich niesamowite historie. Zresztą nie tylko dzieci. Pamiętam, jak pierwszy raz zostałam zaproszona, żeby zobaczyć scenografię do mojego przedstawienia. Przyjaciółka pyta – jak było? Zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałam – odpowiadam. Ona na to, że to źle. A ja uważałam, że rewelacyjne! Miałam szansę zobaczyć, jak wygląda świat, który ktoś zbudował z moich słów.  

Słowo ma moc.

Nigdy nie wiesz, do kogo i w jakim momencie dotrze twoje słowo. To nasze codzienne, to pisane i to, którym posługuję się w radiu. Pamiętam jak zatelefonowała do mnie kiedyś kobieta i poprosiła o spotkanie. Zjawiła się elegancka pani i powiedziała, że... zmieniłam całe jej życie. Okazało się, że słuchała przed laty mojej audycji i było w niej coś, co pomogło jej podjąć trudną decyzję. Wyjechała zagranicę, ściągnęła do siebie dzieci, odżyła. Tu była w potrzasku. I nagle jedna audycja, kilka słów zmienia cały jej świat! 

Od ponad dwudziestu lat prowadzisz w niedzielne poranki audycję „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa”. Kochasz radio...

… a zwłaszcza te niedzielne spotkania ze słuchaczami! Wstaję o piątej rano, bo zaczynam od siódmej. Nie tylko ja nastawiam budzik w niedzielę - wiem, że robią to też niektórzy słuchacze. Rozmawiamy o książkach, widoku z okna, naleśnikach na śniadanie, wyprawie do teatru, rodzinnym obiedzie. Do udziału w rozmowach zapraszam też reżyserów, pisarzy, malarzy. Mamy taką niepisaną umowę, że nie narzekamy i nie rozmawiamy o polityce. Były już dwa zloty słuchaczy „Nie tylko rozrywkowej niedzieli radiowej”.

Ale to są takie chwile ulotne, poszło w eter, zniknęło...

Jak wszystko. Nic nie jest dane raz na zawsze. To wyzwanie – zdążyć dostrzec to, co drobne i ulotne. Życie składa się z okruchów. Zbieram je i składam z nich siebie.

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

zdjęcia Bolesław Lutosławski, Marta Pietraszkiewicz,

 

Grażyna Lutosławska (do 2008 r. Ruszewska) jest pisarką i dziennikarką związaną z Radiem Lublin. Autorka sztuki O dwóch krasnoludkach i jednym końcu świata (premiera w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie w 2009, reżyseria Krzysztof Babicki), a także kilkunastu słuchowisk radiowych i licznych tekstów piosenek, w tym do spektaklu Królowa Śniegu (muzyka Janusz Grzywacz; premiera w Teatrze Miejskim w Gdyni w 2013, reżyseria Krzysztof Babicki). Jej książka dla dzieci Leon i kotka czyli jak rozumieć mowę zegara (wyd. fro9, 2004) otrzymała wyróżnienie literackie polskiej sekcji IBBY oraz tytuł „Białego Kruka” przyznawany przez Bibliotekę Książek dla Dzieci i Młodzieży w Monachium; fragmenty trafiły do podręcznika dla klas pierwszych. Opowiadanie z tomu Wielkie zmiany w dużym lesie (wyd. fro9, 2005) opublikowano w tłumaczeniu na niemiecki w międzynarodowym zbiorze opowiadań Fremd sein (Stuttgart 2010). Publikowała eseje, wywiady i opowiadania m.in. w berlińskim magazynie „polenplus”, pismach „Akcent”, „Klematis” i „Brulion Kazimierski”.

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Szczerze mówiąc jestem pod wrażeniem. Znawcy tematu mówią, że dla dzieci pisze się najtrudniej. A ty masz na swoim koncie i sztuki i kolejną już książkę. Dlaczego piszesz właśnie dla najmłodszych?

Czy piszę książki dla najmłodszych, słuchowiska dla dorosłych, felietony, eseje czy opowiadania, zawsze robię to z tego samego powodu – żeby odkryć coś nowego, poznać siebie. Piszę nie po to, żeby opisać, tylko żeby się dowiedzieć. A forma dopasowuje się do tego. Nie tworzę w głowie historii, nie są gotowe, kiedy siadam do pisania. Każde zdanie buduje następne. Historia zaczyna żyć własnym życiem i ja sama nigdy nie wiem, co z tego wyniknie, dopóki nie skończę.

Mówisz – poznaję siebie poprzez moje książki. Czego nauczyli cię Arni i Dobek?

Że wszystko w życiu jest możliwe. I to bez użycia czarodziejskiej różdżki. Niby to proste, ale kiedy o tym zapominam, to zazdroszczę Harremu Potterowi, zamiast uwierzyć we własne siły.

Wiem, o czym mówisz, bo czasami czyta się jedno zdanie, które zawiera właśnie taki niby banał i nagle zaskakuje jakaś klapka w mózgu. Coś się otwiera, człowiek zmienia swój tok myślenia. I nagle ten truizm staje się niezmiernie ważny.

To są ważne momenty: czyjeś słowo, niespodziewane spotkanie, zapach, rozmowa, widok. Warto być czujnym: może pojawiły się, żebyśmy dowiedzieli się o sobie czegoś więcej, mieli szansę na rozwój? Napisałam „Leona i kotkę, czyli jak rozumieć mowę zegara”, moją pierwszą książkę, trochę przypadkiem. Piotr Fąfrowicz szukał tekstu, który mógłby zilustrować. A później, już po postawieniu ostatniej kropki, zdałam sobie sprawę jak ważny był dla mnie zegar w domu mojej babci. Jego tykanie w kuchni, gdzie spotykała się rodzina. Ten zegar wyznaczał rytm. Nie tylko dnia – całego życia. Wciąż go szukam.

Ale dzieci pewnie trochę inaczej czytają twoje książki?

Oczywiście i to jest fantastyczne. One dopisują do nich niesamowite historie. Zresztą nie tylko dzieci. Pamiętam, jak pierwszy raz zostałam zaproszona, żeby zobaczyć scenografię do mojego przedstawienia. Przyjaciółka pyta – jak było? Zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałam – odpowiadam. Ona na to, że to źle. A ja uważałam, że rewelacyjne! Miałam szansę zobaczyć, jak wygląda świat, który ktoś zbudował z moich słów.  

Słowo ma moc.

Nigdy nie wiesz, do kogo i w jakim momencie dotrze twoje słowo. To nasze codzienne, to pisane i to, którym posługuję się w radiu. Pamiętam jak zatelefonowała do mnie kiedyś kobieta i poprosiła o spotkanie. Zjawiła się elegancka pani i powiedziała, że... zmieniłam całe jej życie. Okazało się, że słuchała przed laty mojej audycji i było w niej coś, co pomogło jej podjąć trudną decyzję. Wyjechała zagranicę, ściągnęła do siebie dzieci, odżyła. Tu była w potrzasku. I nagle jedna audycja, kilka słów zmienia cały jej świat! 

Od ponad dwudziestu lat prowadzisz w niedzielne poranki audycję „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa”. Kochasz radio...

… a zwłaszcza te niedzielne spotkania ze słuchaczami! Wstaję o piątej rano, bo zaczynam od siódmej. Nie tylko ja nastawiam budzik w niedzielę - wiem, że robią to też niektórzy słuchacze. Rozmawiamy o książkach, widoku z okna, naleśnikach na śniadanie, wyprawie do teatru, rodzinnym obiedzie. Do udziału w rozmowach zapraszam też reżyserów, pisarzy, malarzy. Mamy taką niepisaną umowę, że nie narzekamy i nie rozmawiamy o polityce. Były już dwa zloty słuchaczy „Nie tylko rozrywkowej niedzieli radiowej”.

Ale to są takie chwile ulotne, poszło w eter, zniknęło...

Jak wszystko. Nic nie jest dane raz na zawsze. To wyzwanie – zdążyć dostrzec to, co drobne i ulotne. Życie składa się z okruchów. Zbieram je i składam z nich siebie.

Rozmawiała Magdalena Gorostiza

 

zdjęcia Bolesław Lutosławski, Marta Pietraszkiewicz,

 

Grażyna Lutosławska (do 2008 r. Ruszewska) jest pisarką i dziennikarką związaną z Radiem Lublin. Autorka sztuki O dwóch krasnoludkach i jednym końcu świata (premiera w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie w 2009, reżyseria Krzysztof Babicki), a także kilkunastu słuchowisk radiowych i licznych tekstów piosenek, w tym do spektaklu Królowa Śniegu (muzyka Janusz Grzywacz; premiera w Teatrze Miejskim w Gdyni w 2013, reżyseria Krzysztof Babicki). Jej książka dla dzieci Leon i kotka czyli jak rozumieć mowę zegara (wyd. fro9, 2004) otrzymała wyróżnienie literackie polskiej sekcji IBBY oraz tytuł „Białego Kruka” przyznawany przez Bibliotekę Książek dla Dzieci i Młodzieży w Monachium; fragmenty trafiły do podręcznika dla klas pierwszych. Opowiadanie z tomu Wielkie zmiany w dużym lesie (wyd. fro9, 2005) opublikowano w tłumaczeniu na niemiecki w międzynarodowym zbiorze opowiadań Fremd sein (Stuttgart 2010). Publikowała eseje, wywiady i opowiadania m.in. w berlińskim magazynie „polenplus”, pismach „Akcent”, „Klematis” i „Brulion Kazimierski”.

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

kobietaxl,  Grażyna Lutosławska,  Radio Lublin,  dziennikarka, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót