Reklama

Właśnie skończyła pracę w Uniqlo. To w Europie mało znana firma szyjąca stroje casulaowe, ale tę markę reklamuje  na korcie gwiazda tenisa numer jeden na świecie Novak Djokovic i znany japoński tenisista Kei Nishikori. Asia sama z pracy odeszła, a nowej szukała raptem 3 tygodnie. Przenosi się do amerykańskiego Crocsa, znanego i u nas z produkcji ostatnio bardzo modnych plastikowych klapek.

- Kiedy masz taki unikatowy profil, w którym piszesz, że cztery lata wytrwałaś u Japończyków, pracodawcy to doceniają – śmieje się. - Bo Europejczycy szybko z pracy w japońskich korporacjach tam w Japonii rezygnują. Ale ja twarda jestem.

 

Robić coś innego

 

Kiedy zdała maturę w lubelskim liceum im. Stanisława Staszica, postanowiła, że chce robić coś innego niż wszyscy. Wyjechała do Oxfordu studiować japonistykę. Równolegle z lingwistyką. Dlaczego właśnie japonistykę?

- Bo fascynowała mnie kultura tego kraju, chciałam ja dogłębnie poznać – słyszę.

Japońskiego uczyła się po angielsku, co stanowiło dodatkowa trudność. Trzy rożne alfabety, trzy tysiące znaków, kompletnie obcych dla Europejczyka. Przyznaje, że nie było łatwo. Mozolna kaligrafia, zapamiętywanie, powtarzanie, zapamiętywanie.

- Oni potrafią użyć w jednym zdaniu znaków z różnych alfabetów, musisz rozgryźć z jakiego dany znak pochodzi i jaka to część mowy – relacjonuje. - Koreańczycy już uprościli swój alfabet, Japończycy nadal jednak trzymają się tradycji.

Dementuje bajki o tym, jakoby znaki odzwierciedlały słowa symbolicznie, że jak jest daszek to znaczy domek czy tym podobne historie. Zresztą, nawet rodowici Japończycy nie są w stanie tych swoich trzech tysięcy znaków wykaligrafować. Przeczytać, owszem przeczytają. Napiszą nawet mniej niż ona.

- A w dobie pisania na komputerach czy w komórkach umiejętność ręcznego pisania coraz bardziej zanika – dodaje. - Więc sądzę, że umiem napisać nawet więcej znaków od przeciętnego Japończyka.

 

Naucz się przepraszać

 

Na wymianie studenckiej spędziła rok w USA i rok w Japonii. Mogła próbować szczęścia wszędzie. Wybrała Tokio. Bo zauroczył ją ten kraj, ludzie, kultura, tradycje.

- Dopóki jesteś gaijin, czyli „człowiek spoza”, cudzoziemiec, Japończycy są bardzo mili – mówi. - Maja kompleksy wobec białych z powodu tego, że przegrali drugą wojnę światowa. Za to pozostałych Azjatów, czarnoskórych czy przybyszy z Ameryki Południowej traktują już jako gorszych. Taka tam jest hierarchia.

Nowego kraju trzeba się od nowa uczyć. Po pierwsze tego, że tam jest kultura kontekstualna. W praktyce oznacza to, że Japończyk inaczej zachowuje się w firmie, inaczej w rodzinie, inaczej w towarzystwie. W pracy są szalenie grzeczni i uprzejmi.

 

- Nadużywają słowa przepraszam, od tego zaczyna się każda wypowiedź – mówi Asia. - Z naszego punktu widzenia niezrozumiałe nawet śmieszne. Szczególnie kiedy zaczynasz czytać ich gesty, mowę ciała i wiesz, że to pozór, że pomiędzy tymi słowami a tym co czują, jest jednak duża różnica.

Ludzie z Europy, USA nie przywiązują wagi do takich konwenansów, mniej trzymają emocje na wodzy, prawie wszędzie zachowują się raczej podobnie. W Japonii jest to niemożliwe.

Pamiętam jak po kilku latach pracy miałam spotkanie biznesowe z Amerykaninem – wspomina Asia. - Zapytał skąd jestem, bo moja wymowa brzmi mu „jak błoto”. Odwykłam od takiej bezpośredniości w kontaktach, poczułam się wręcz urażona. Pomyślałam wtedy, że Japończyk nigdy by mi czegoś takiego nie powiedział i że chyba wolę jednak taką wstrzemięźliwość.

 

Tam jest moje miejsce

 

Kiedy po tsunami doszło do awarii w Fukushimie, Asia była na wakacjach w Polsce. Europejczycy, Amerykanie masowo wracali do domu, opuszczali Japonię. Ona, wbrew radom rodziny, wsiadła w samolot do Tokio.

- Byłam jedyną biała lecącą w tamtą stronę – wspomina. - Wszyscy lecieli w przeciwnym kierunku.

Ale Japończycy nie byli zdziwieni jej decyzją. Bo z reguły nie oceniają, nie komentują. Akceptują cudze pomysły. Dlatego mimo tych różnic kulturowych są tam jednak takie rzeczy, które sprawiają, że czuję się tam dobrze.

Po tsunami życie było trudniejsze, zapasy wody na balkonie, ogólny niepokój, ale dało się to przetrwać. Pokochała ten kraj, choć czasami z europejskiego punktu widzenia wydaje się nawet zabawny czy nawet wręcz śmieszny.

- Oni są w blisko stu procentach niewierzący, choć każdy należy do jakiejś buddyjskiej sekty by mieć tradycyjny pogrzeb – opowiada Asia. - Ale teraz jest moda na śluby kościelne, przed ołtarzem. Jest krzyż i biały ksiądz koniecznie. Tylko, że ten budynek to nie jest wcale kościół, a ksiądz nie jest żadnym księdzem. Zatrudniają białych na pól etatu do takiej roli. Żeby mieć zdjęcia jak z Hollywood na pamiątkę i do wrzucenia na Facebook.

A tak poza tym żyją , bawią się, robią zakupy i lubią dobre marki. Uwielbiają karaoke i podchodzą do tego bardzo serio. Nie mają głowy do mocnych trunków i szybko wpadają w stan upojenia alkoholowego.

- Wtedy wyrzucani są z restauracji na ulicę – mówi Asia. - Widok śpiącego na ławce biznesmena w garniturze od Zegny nikogo nie dziwi. Ale też nikt go nie okradnie, nie pobije, policja nie zawiezie do izby wytrzeźwień.

 

Praca nade wszystko

 

Wiadomo też, że Japończycy są bardzo pracowici. Pracuje się tam wiele godzin, z reguły bardzo ciężko. W pracy nie ma rozmów prywatnych, nikt nie zapyta, jak się czujesz, co robiłeś w weekend.

- Teraz, co prawda, zaczynają się kontrole czasu pracy, żeby trochę złagodzić ten rygor – mówi Asia. - Ale dalej norma jest jedenaście, dwanaście godzin dziennie.

 

 Asia na telebimie podczas TEDEX w Tokio

 

Ona też tak pracowała. W Tokio wstawała o 4.45. W Uniqlo zaczynała pracę o godzinie 7. Na początku nie było łatwo sprostać japońskim standardom. Ale nie tylko przywykła, wielu z nich wyprzedziła. Dostała awans, przenosiny do Singapuru.

Byłam pierwszą białą osobą, która została delegowana na placówkę do innego kraju – opowiada. - Wyjechaliśmy we dwójkę, razem z moim szefem. Zajmowałam się e - e-commerce. Otwierałam w tamtej części Azji nowe sklepy w Internecie.

Ile zarabia? Nie chce o tym mówić. Można się tylko domyślać, gdy wspomni, że firma fundowała bilety do Polski, super ubezpieczenie i wynajmowała jej penthouse naprzeciw biura za 5,5 tysiąca dolarów miesięcznie. Ale jednak odeszła do Crocsa.

Nie chciałam już być w japońskiej firmie. Męczyły mnie te oschłe stosunki. Mój szef w Singapurze nigdy nie zadał mi pytania, jak się tu urządziłam, jak przeprowadzka, nowe mieszkanie. Nawet gdy miałam operację, nie zapytał jak się czuję – wylicza powody swojej decyzji. - Chociaż spędzałam z nim 10 godzi dziennie. Dla Europejczyka to jednak bardzo trudne. W pracy wieczna presja, stres. Mój szef nie chodził nigdy na urlop.

 

Azja dla początkujących

 

Singapur jest zupełnie inny. Asia mówi, że to Azja dla początkujących. Łatwiej zrobić karierę, łatwiej znaleźć pracę. Bo przede wszystkim językiem urzędowym jest tu angielski.

Singapurczycy nie mają żadnych kompleksów, a kraj jest wielokulturowy. Mieszkają tu wszystkie nacje świata, zdecydowanie łatwiej znaleźć tu swoje miejsce – mówi – I nikt nie ma wobec ciebie oczekiwań, że będziesz taka, jak wszyscy.

Bo w Japonii kiedy kończy się okres życzliwej akceptacji dla nowego gaijin i zaczyna się proza życia, wcale nie jest łatwo.

Z jednej strony nie chcą tolerować twojej inności, z drugiej, nie ma mowy o stuprocentowej asymilacji – wyjaśna Asia. - To jednak zaczyna po jakimś czasie męczyć

Więc ma nadzieję, że w Crocsie odetchnie trochę innym powietrzem.

 

Nie wracam do Polski

 

Święta spędziła z rodzinnym Lublinie. Przyjechała ze swoim chłopakiem Colinem, który po raz pierwszy w życiu kupował i ubierał choinkę.

Colin kupuje choinkę

 

Lada moment wraca do Singapuru, do swojego azjatyckiego życia. Kiedy pytam o powrót do Polski, kręci przecząco głową.

- Nie mówię, że nigdy nie wrócę do Polski czy do Europy, ale jeszcze na pewno nie teraz – mówi. - Nie tęsknię za krajem, za językiem. Tęsknie wyłącznie za rodziną.

Czy myśli jeszcze po polsku? Zależy kiedy, w Japonii myślała po japońsku, w Singapurze po angielsku, po polsku tylko wtedy gdy ma do czynienia z Polakami. Przez ostatnie lata to jednak była rzadkość.

 

Z rodzicami i bratem Rafałem na lubelskim deptaku

 

W Japonii jest mała Polonia, ale to głównie żony Japończyków, nie znające japońskiego. Jest im tam bardzo trudno i mnie też z nimi nie do końca było po drodze – nie ukrywa. - W Singapurze jest już inaczej. Jest trochę Polaków pracujących w biznesie, młodych, prężnych, ambitnych.

Za co najbardziej kocha Azję?

Za poczucie bezpieczeństwa, jakie daje – mówi. - Ludzie są inni, nie ma kombinatorów, można im ufać. Nie ma takich kradzieży, napadów, gwałtów. Mogę wracać w super krótkiej mini w środku nocy do domu i nawet w bocznej ulicy nikt mnie nie zaczepi.

 

Magdalena Gorostiza

 zdjęcia archiwum prywatne Asi Skubisz

A to Kobieta XL po japońsku...

 

 

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Właśnie skończyła pracę w Uniqlo. To w Europie mało znana firma szyjąca stroje casulaowe, ale tę markę reklamuje  na korcie gwiazda tenisa numer jeden na świecie Novak Djokovic i znany japoński tenisista Kei Nishikori. Asia sama z pracy odeszła, a nowej szukała raptem 3 tygodnie. Przenosi się do amerykańskiego Crocsa, znanego i u nas z produkcji ostatnio bardzo modnych plastikowych klapek.

- Kiedy masz taki unikatowy profil, w którym piszesz, że cztery lata wytrwałaś u Japończyków, pracodawcy to doceniają – śmieje się. - Bo Europejczycy szybko z pracy w japońskich korporacjach tam w Japonii rezygnują. Ale ja twarda jestem.

 

Robić coś innego

 

Kiedy zdała maturę w lubelskim liceum im. Stanisława Staszica, postanowiła, że chce robić coś innego niż wszyscy. Wyjechała do Oxfordu studiować japonistykę. Równolegle z lingwistyką. Dlaczego właśnie japonistykę?

- Bo fascynowała mnie kultura tego kraju, chciałam ja dogłębnie poznać – słyszę.

Japońskiego uczyła się po angielsku, co stanowiło dodatkowa trudność. Trzy rożne alfabety, trzy tysiące znaków, kompletnie obcych dla Europejczyka. Przyznaje, że nie było łatwo. Mozolna kaligrafia, zapamiętywanie, powtarzanie, zapamiętywanie.

- Oni potrafią użyć w jednym zdaniu znaków z różnych alfabetów, musisz rozgryźć z jakiego dany znak pochodzi i jaka to część mowy – relacjonuje. - Koreańczycy już uprościli swój alfabet, Japończycy nadal jednak trzymają się tradycji.

Dementuje bajki o tym, jakoby znaki odzwierciedlały słowa symbolicznie, że jak jest daszek to znaczy domek czy tym podobne historie. Zresztą, nawet rodowici Japończycy nie są w stanie tych swoich trzech tysięcy znaków wykaligrafować. Przeczytać, owszem przeczytają. Napiszą nawet mniej niż ona.

- A w dobie pisania na komputerach czy w komórkach umiejętność ręcznego pisania coraz bardziej zanika – dodaje. - Więc sądzę, że umiem napisać nawet więcej znaków od przeciętnego Japończyka.

 

Naucz się przepraszać

 

Na wymianie studenckiej spędziła rok w USA i rok w Japonii. Mogła próbować szczęścia wszędzie. Wybrała Tokio. Bo zauroczył ją ten kraj, ludzie, kultura, tradycje.

- Dopóki jesteś gaijin, czyli „człowiek spoza”, cudzoziemiec, Japończycy są bardzo mili – mówi. - Maja kompleksy wobec białych z powodu tego, że przegrali drugą wojnę światowa. Za to pozostałych Azjatów, czarnoskórych czy przybyszy z Ameryki Południowej traktują już jako gorszych. Taka tam jest hierarchia.

Nowego kraju trzeba się od nowa uczyć. Po pierwsze tego, że tam jest kultura kontekstualna. W praktyce oznacza to, że Japończyk inaczej zachowuje się w firmie, inaczej w rodzinie, inaczej w towarzystwie. W pracy są szalenie grzeczni i uprzejmi.

 

- Nadużywają słowa przepraszam, od tego zaczyna się każda wypowiedź – mówi Asia. - Z naszego punktu widzenia niezrozumiałe nawet śmieszne. Szczególnie kiedy zaczynasz czytać ich gesty, mowę ciała i wiesz, że to pozór, że pomiędzy tymi słowami a tym co czują, jest jednak duża różnica.

Ludzie z Europy, USA nie przywiązują wagi do takich konwenansów, mniej trzymają emocje na wodzy, prawie wszędzie zachowują się raczej podobnie. W Japonii jest to niemożliwe.

Pamiętam jak po kilku latach pracy miałam spotkanie biznesowe z Amerykaninem – wspomina Asia. - Zapytał skąd jestem, bo moja wymowa brzmi mu „jak błoto”. Odwykłam od takiej bezpośredniości w kontaktach, poczułam się wręcz urażona. Pomyślałam wtedy, że Japończyk nigdy by mi czegoś takiego nie powiedział i że chyba wolę jednak taką wstrzemięźliwość.

 

Tam jest moje miejsce

 

Kiedy po tsunami doszło do awarii w Fukushimie, Asia była na wakacjach w Polsce. Europejczycy, Amerykanie masowo wracali do domu, opuszczali Japonię. Ona, wbrew radom rodziny, wsiadła w samolot do Tokio.

- Byłam jedyną biała lecącą w tamtą stronę – wspomina. - Wszyscy lecieli w przeciwnym kierunku.

Ale Japończycy nie byli zdziwieni jej decyzją. Bo z reguły nie oceniają, nie komentują. Akceptują cudze pomysły. Dlatego mimo tych różnic kulturowych są tam jednak takie rzeczy, które sprawiają, że czuję się tam dobrze.

Po tsunami życie było trudniejsze, zapasy wody na balkonie, ogólny niepokój, ale dało się to przetrwać. Pokochała ten kraj, choć czasami z europejskiego punktu widzenia wydaje się nawet zabawny czy nawet wręcz śmieszny.

- Oni są w blisko stu procentach niewierzący, choć każdy należy do jakiejś buddyjskiej sekty by mieć tradycyjny pogrzeb – opowiada Asia. - Ale teraz jest moda na śluby kościelne, przed ołtarzem. Jest krzyż i biały ksiądz koniecznie. Tylko, że ten budynek to nie jest wcale kościół, a ksiądz nie jest żadnym księdzem. Zatrudniają białych na pól etatu do takiej roli. Żeby mieć zdjęcia jak z Hollywood na pamiątkę i do wrzucenia na Facebook.

A tak poza tym żyją , bawią się, robią zakupy i lubią dobre marki. Uwielbiają karaoke i podchodzą do tego bardzo serio. Nie mają głowy do mocnych trunków i szybko wpadają w stan upojenia alkoholowego.

- Wtedy wyrzucani są z restauracji na ulicę – mówi Asia. - Widok śpiącego na ławce biznesmena w garniturze od Zegny nikogo nie dziwi. Ale też nikt go nie okradnie, nie pobije, policja nie zawiezie do izby wytrzeźwień.

 

Praca nade wszystko

 

Wiadomo też, że Japończycy są bardzo pracowici. Pracuje się tam wiele godzin, z reguły bardzo ciężko. W pracy nie ma rozmów prywatnych, nikt nie zapyta, jak się czujesz, co robiłeś w weekend.

- Teraz, co prawda, zaczynają się kontrole czasu pracy, żeby trochę złagodzić ten rygor – mówi Asia. - Ale dalej norma jest jedenaście, dwanaście godzin dziennie.

 

 Asia na telebimie podczas TEDEX w Tokio

 

Ona też tak pracowała. W Tokio wstawała o 4.45. W Uniqlo zaczynała pracę o godzinie 7. Na początku nie było łatwo sprostać japońskim standardom. Ale nie tylko przywykła, wielu z nich wyprzedziła. Dostała awans, przenosiny do Singapuru.

Byłam pierwszą białą osobą, która została delegowana na placówkę do innego kraju – opowiada. - Wyjechaliśmy we dwójkę, razem z moim szefem. Zajmowałam się e - e-commerce. Otwierałam w tamtej części Azji nowe sklepy w Internecie.

Ile zarabia? Nie chce o tym mówić. Można się tylko domyślać, gdy wspomni, że firma fundowała bilety do Polski, super ubezpieczenie i wynajmowała jej penthouse naprzeciw biura za 5,5 tysiąca dolarów miesięcznie. Ale jednak odeszła do Crocsa.

Nie chciałam już być w japońskiej firmie. Męczyły mnie te oschłe stosunki. Mój szef w Singapurze nigdy nie zadał mi pytania, jak się tu urządziłam, jak przeprowadzka, nowe mieszkanie. Nawet gdy miałam operację, nie zapytał jak się czuję – wylicza powody swojej decyzji. - Chociaż spędzałam z nim 10 godzi dziennie. Dla Europejczyka to jednak bardzo trudne. W pracy wieczna presja, stres. Mój szef nie chodził nigdy na urlop.

 

Azja dla początkujących

 

Singapur jest zupełnie inny. Asia mówi, że to Azja dla początkujących. Łatwiej zrobić karierę, łatwiej znaleźć pracę. Bo przede wszystkim językiem urzędowym jest tu angielski.

Singapurczycy nie mają żadnych kompleksów, a kraj jest wielokulturowy. Mieszkają tu wszystkie nacje świata, zdecydowanie łatwiej znaleźć tu swoje miejsce – mówi – I nikt nie ma wobec ciebie oczekiwań, że będziesz taka, jak wszyscy.

Bo w Japonii kiedy kończy się okres życzliwej akceptacji dla nowego gaijin i zaczyna się proza życia, wcale nie jest łatwo.

Z jednej strony nie chcą tolerować twojej inności, z drugiej, nie ma mowy o stuprocentowej asymilacji – wyjaśna Asia. - To jednak zaczyna po jakimś czasie męczyć

Więc ma nadzieję, że w Crocsie odetchnie trochę innym powietrzem.

 

Nie wracam do Polski

 

Święta spędziła z rodzinnym Lublinie. Przyjechała ze swoim chłopakiem Colinem, który po raz pierwszy w życiu kupował i ubierał choinkę.

Colin kupuje choinkę

 

Lada moment wraca do Singapuru, do swojego azjatyckiego życia. Kiedy pytam o powrót do Polski, kręci przecząco głową.

- Nie mówię, że nigdy nie wrócę do Polski czy do Europy, ale jeszcze na pewno nie teraz – mówi. - Nie tęsknię za krajem, za językiem. Tęsknie wyłącznie za rodziną.

Czy myśli jeszcze po polsku? Zależy kiedy, w Japonii myślała po japońsku, w Singapurze po angielsku, po polsku tylko wtedy gdy ma do czynienia z Polakami. Przez ostatnie lata to jednak była rzadkość.

 

Z rodzicami i bratem Rafałem na lubelskim deptaku

 

W Japonii jest mała Polonia, ale to głównie żony Japończyków, nie znające japońskiego. Jest im tam bardzo trudno i mnie też z nimi nie do końca było po drodze – nie ukrywa. - W Singapurze jest już inaczej. Jest trochę Polaków pracujących w biznesie, młodych, prężnych, ambitnych.

Za co najbardziej kocha Azję?

Za poczucie bezpieczeństwa, jakie daje – mówi. - Ludzie są inni, nie ma kombinatorów, można im ufać. Nie ma takich kradzieży, napadów, gwałtów. Mogę wracać w super krótkiej mini w środku nocy do domu i nawet w bocznej ulicy nikt mnie nie zaczepi.

 

Magdalena Gorostiza

 zdjęcia archiwum prywatne Asi Skubisz

A to Kobieta XL po japońsku...

 

 

loading...

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót