Reklama

Bohaterka twojej książki to kobieta młoda, wykształcona, nieźle zarabia, a jednak czegoś jej brak. Głód "zajada" zakupami i zapija kilkoma kieliszkami wina co wieczór. W gruncie rzeczy nie jest szczęśliwa, cierpi na stany lękowe. Uważasz, że stworzyłaś portret przeciętnej, dobrze sytuowanej Polki, wplecionej w życie pomiędzy korporacją a mężem i dziećmi?

 

Zależało mi na sportretowaniu osoby, która skupiałaby w sobie kilka uniwersalnych cech kobiety trzydziestokilkuletniej, jakie zaobserwowałam u siebie i u wielu moich koleżanek. Mówimy o mieszkance dużego miasta, która pracuje w dużej firmie, ma tzw. normalną rodzinę i teoretycznie jej życie pozbawione jest większych trosk. A jednak czegoś istotnego w nim brakuje. Bohaterka sama ma trudności z odpowiedzią, czemu tak naprawdę czuje bolesne niespełnienie, które nie daje jej spokoju. Oczywiście odpowiedź na tą zasadniczą kwestię w przypadku każdej z kobiet może być inna, jednak warto jej poszukać, warto przyjrzeć się sobie i zastanowić się nad tym, czy moje dobre życie jest naprawdę dobre czy to tylko ja usilnie staram się sama o tym przekonać. Jeśli nie jesteśmy pewne odpowiedzi, warto kopać głębiej, aby uniknąć prawdziwego kryzysu - depresji, nerwicy, poczucia straconego życia.

 

Rodzina Andżeliki jest jednak patriarchalna, to ona zajmuje się domem, dziećmi. Uważasz, że mimo pozornego równouprawnienia nic się nie zmieniło w tym względzie?

 

Porównując czasy naszych rodziców widać, że zmieniło się bardzo wiele, zwłaszcza w zakresie opieki nad dziećmi i uczestnictwa ojców w ich wychowaniu. Mam jednak wrażenie, iż w kobietach - a na pewno we mnie - pokutuje przekazany przez matkę imperatyw bycia dobrą żoną, co oznacza nic więcej jak tylko wyręczanie mężczyzny w przeróżnych prozaicznych czynnościach. Sama łapię się na tym, iż mam poczucie winy, że koszula męża leży nieuprasowana, a ja zasiadam do pisania. Czuję dyskomfort - część mnie, ta nadzorowana przez matkę, mówi mi, że powinnam rzucić się do prasowania (nawet jeśli mój mężczyzna wcale tego nie oczekuje), zaś druga część buntuje się przeciwko takiej postawie. Z jakiej racji prasować? Przecież mnie takich usług mąż nie świadczy... Myślę, że mężczyźni są gotowi dać z siebie więcej, ale to my nie zawsze mamy odwagę tego od nich zażądać. 

 

Pojawia się wątek matki, mocno zarysowany i skądinąd świetny i chęć zrobienia wszystkiego, by się od niej odciąć, od jej zmarnowanego życia, nie powielić schematu. Ale w gruncie rzeczy nie tak łatwo Andżelice oderwać pępowinę. W sumie ona robi to samo, tylko na innym poziomie. A jak ty to widzisz?

 

Bohaterkę przeraża coraz bardziej jej ewidentne podobieństwo do matki. Z jednej strony widzi przyczyny, dla których życie matki można uznać za zmarnowane, z drugiej - wraz z upływem lat - rozumie, jak mogło się dojść do tego, iż piękna, pełna radości kobieta stała się sfrustrowaną, pogrążoną w depresji i głęboko rozczarowaną osobą. Dojrzałość niesie ze sobą świadomość tego, iż los rzadko bywa łaskawy i bardzo ciężko jest bez niczyjej pomocy wyzwolić się z traumy przekazanej przez przodków. Tragedią matki bohaterki było to, iż zaznała potwornych cierpień w dzieciństwie, gdy była świadkiem mordów na Wołyniu, i ta trauma nie została nigdy zneutralizowana. Nikt nie pomógł matce, która całe życie musiała zmagać się z zaszczepionym w dzieciństwie lękiem. Ale Andżelika żyje w innych czasach, mimo iż została obarczona historyczną traumą rodzica, może szukać i znaleźć pomoc. Na pewno celowa byłaby w jej przypadku terapia behawioralna, kontakt z dobrym psychologiem, dzięki któremu finalnie pępowina z matką zostałaby przerwana. 

 

Ale dlaczego wlaśnie Wołyń? To część autobiograficzna?

 

Wątek wołyński to część książki, która niemal w stu procentach opisuje prawdziwe wydarzenia. Rodzina mojej mamy przeszła prawdziwą gehennę na tamtych terenach, cudem uszła z życiem z rzezi w 1943 roku. Czułam wielką potrzebę opowiedzenia historii, którą mama opowiadała mi wielokrotnie. Pamięć o wydarzeniach na Wołyniu była podsycana, moi dziadkowie zdołali przetrwać, ale do końca swoich dni żyli tak naprawdę wspomnieniami i zmagali się z cierpieniem. W dzisiejszej literaturze obyczajowej brakuje wątku Wołynia, jest wiele opracowań historycznych i wspomnień, jednak beletrystyka omija ten trudny temat. Czekam na film, który kręci Wojciech Smarzowski właśnie o Wołyniu. To bolesna kwestia, bardzo ważna dla wielu Polaków. To co chciałam uzmysłowić poprzez książkę to mechanizm przekazywania przez starsze pokolenie młodszemu traumy, z którą nasi dziadkowie sami nie mogli się uporać. Z tym potwornym obciążeniem żyli nasi rodzice, a oni z kolei przenieśli je na swoje dzieci. Czytałam jakiś czas temu, iż najnowsze badania wykazują możliwość dziedziczenia lęku wynikającego z traumatycznych wspomnień. To zapewne sytuacja mojej bohaterki i mnie samej.

 

Jest też babka. Mało jej, ale dobitnie - jak się walczy o przetrwanie, nie ma czasu na głupoty i filozofowanie, jest ciężka praca. A jednak, jak się jej dobrze powodziło, też marzyła o butach i futrze... Byt kształtuje świadomość?

 

Wydaje mi się, że w pewnym sensie tak jest - dopóki musimy walczyć o przetrwanie, spełnienie podstawowych potrzeb daje satysfakcję. Gdy walczy się o życie pozornie jest łatwiej widzieć sens egzystencji. Gdy człowiek ma zaspokojone wszystkie swoje potrzeby, zaczyna chcieć czegoś więcej i nie zawsze wie, czego. To wielka rzecz, znać siebie na tyle, aby pojąć własne pragnienia. Wiedzieć, czego się w życiu chce to już połowa sukcesu. Niestety wielu osobom jest bardzo trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, co da mi szczęście? Szukają po omacku, podobnie jak moja bohaterka.

 

I stąd marzenia Andżeliki o robieniu rzeczy "wzniosłych", życie na forach itp.?

 

Rzeczywistość okazuje się niewystarczająca. Ponieważ bohaterka widzi siebie jako lekko tylko zmodyfikowany obraz matki, chce sama siebie przekonać, iż jej życie jest zupełnie inne - dużo bogatsze, lepsze, bardziej urozmaicone. Nieustannie ma przed oczami smutną egzystencję matki, której nie chce powielić. Z drugiej strony ulega presji otoczenia. Wszyscy dookoła wydają się tak aktywni - podróżują, mają plany, kupują kolejne nieruchomości, a Andżelika siłą rzeczy nie chce być gorsza. Wydaje jej się, że kreując swój wizerunek na zewnątrz przekona samą siebie do tego, że jej życie jest tak dobre, jak się obiektywnie prezentuje. Tak jednak nie jest i bohaterka musi znaleźć przyczynę tego stanu, inaczej nie zazna spokoju ani nie osiągnie równowagi.

 

Julita, bohaterka mojego reportażu, mówi, że potrzeba kupowania wynika z chęci zagłuszenia lęków, które w nas siedzą, że stąd taka potrzeba gromadzenia rzeczy. Andżelika jest zakupoholiczką. Z tego powodu? Jak ty oceniasz zakupoholizm? Inne uzależnienia? Uciekamy od myślenia o śmierci? Andżelika też się boi przemijania...

 

Zakupoholizm w naszym nastawionym na konsumpcję społeczeństwie jest bardzo niebezpieczny. Z jednej strony to ucieczka przed wszelkimi lękami (również przed śmiercią), ale z drugiej to też poddanie się chwili, szukanie szybkiej satysfakcji i osiąganie powierzchownego szczęścia. Wiele z nas zna to odczucie "zakupowego haju" - kiedy coś ciekawego, ładnego nabywamy, świat wydaje się piękniejszy, my sami atrakcyjniejsi. Wszystko - na moment - wydaje się lepsze. Uczestniczymy w wizji życia wykreowanej przez reklamy, piękne zdjęcia w czasopismach, świat prostych marzeń. Ale ten haj trwa krótko. Lęki wracają, a to co zostaje to długi i problemy finansowe, które w perspektywie czasowej doprowadzają do depresji. Jednak oprzeć się pokusie szybkiego zastrzyku dobrego samopoczucia jest bardzo ciężko. Kobiety takie jak Andżelika unikają pytań o sedno sprawy - co de facto zastępuje ta przyjemność kupowania nowych rzeczy? Co takiego maskuje ta chwilowa ekscytacja? I tu odpowiedź jest rażąco smutna - zakupoholizm atakuje osoby cierpiące z powodu braku bliskości. A kiedy ten deficyt może być bardziej dotkliwy, jeśli nie w sytuacji gdy żyjemy obok - teoretycznie - dobrego męża, partnera? Mamy świetny związek, rodzinę, nie powinnyśmy być samotne, a jednak relacja nie zaspokaja głodu bliskości. Łatwiej jest ten deficyt maskować, niż konfrontować się z tym problemem.

 

Na ile identyfikujesz się z Andżeliką?

 

Książka powstała kilka lat temu, obecnie jestem na innym etapie życiowym, ale w momencie gdy pisałam powieść, było we mnie może 60, może nawet 70% bohaterki. Wiele kobiet, które przeczytały książkę mówi mi, że każda z nas może odnaleźć jakiś procent siebie w Andżelice, jedna mniej, druga więcej. Na szczęście żadna czytelniczka (nawet autorka), nie musimy ujawniać w jakich aspektach jesteśmy kimś takim jak moja bohaterka... Starałam się w tej książce być maksymalnie szczera, niekiedy pokonując własny oportunizm. Mam nadzieję, że czytelniczki wyczuwają w moim tekście ten autentyzm. Taka była przynajmniej moja intencja.

 

Rozmawiała: Magdalena Gorostiza

 

 Sylwia Ziętek w czerwcu 2015 r. wydała kolejną współczesną powieść obyczajową pt. "Próżna" (wyd. Muza S.A.) w 2016 powieść pt. "Miraże" (wyd. Czarna Owca), której akcja toczy się w przedwojennej Warszawie i ostatnio "Podróż w stronę czerwieni"

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Bohaterka twojej książki to kobieta młoda, wykształcona, nieźle zarabia, a jednak czegoś jej brak. Głód "zajada" zakupami i zapija kilkoma kieliszkami wina co wieczór. W gruncie rzeczy nie jest szczęśliwa, cierpi na stany lękowe. Uważasz, że stworzyłaś portret przeciętnej, dobrze sytuowanej Polki, wplecionej w życie pomiędzy korporacją a mężem i dziećmi?

 

Zależało mi na sportretowaniu osoby, która skupiałaby w sobie kilka uniwersalnych cech kobiety trzydziestokilkuletniej, jakie zaobserwowałam u siebie i u wielu moich koleżanek. Mówimy o mieszkance dużego miasta, która pracuje w dużej firmie, ma tzw. normalną rodzinę i teoretycznie jej życie pozbawione jest większych trosk. A jednak czegoś istotnego w nim brakuje. Bohaterka sama ma trudności z odpowiedzią, czemu tak naprawdę czuje bolesne niespełnienie, które nie daje jej spokoju. Oczywiście odpowiedź na tą zasadniczą kwestię w przypadku każdej z kobiet może być inna, jednak warto jej poszukać, warto przyjrzeć się sobie i zastanowić się nad tym, czy moje dobre życie jest naprawdę dobre czy to tylko ja usilnie staram się sama o tym przekonać. Jeśli nie jesteśmy pewne odpowiedzi, warto kopać głębiej, aby uniknąć prawdziwego kryzysu - depresji, nerwicy, poczucia straconego życia.

 

Rodzina Andżeliki jest jednak patriarchalna, to ona zajmuje się domem, dziećmi. Uważasz, że mimo pozornego równouprawnienia nic się nie zmieniło w tym względzie?

 

Porównując czasy naszych rodziców widać, że zmieniło się bardzo wiele, zwłaszcza w zakresie opieki nad dziećmi i uczestnictwa ojców w ich wychowaniu. Mam jednak wrażenie, iż w kobietach - a na pewno we mnie - pokutuje przekazany przez matkę imperatyw bycia dobrą żoną, co oznacza nic więcej jak tylko wyręczanie mężczyzny w przeróżnych prozaicznych czynnościach. Sama łapię się na tym, iż mam poczucie winy, że koszula męża leży nieuprasowana, a ja zasiadam do pisania. Czuję dyskomfort - część mnie, ta nadzorowana przez matkę, mówi mi, że powinnam rzucić się do prasowania (nawet jeśli mój mężczyzna wcale tego nie oczekuje), zaś druga część buntuje się przeciwko takiej postawie. Z jakiej racji prasować? Przecież mnie takich usług mąż nie świadczy... Myślę, że mężczyźni są gotowi dać z siebie więcej, ale to my nie zawsze mamy odwagę tego od nich zażądać. 

 

Pojawia się wątek matki, mocno zarysowany i skądinąd świetny i chęć zrobienia wszystkiego, by się od niej odciąć, od jej zmarnowanego życia, nie powielić schematu. Ale w gruncie rzeczy nie tak łatwo Andżelice oderwać pępowinę. W sumie ona robi to samo, tylko na innym poziomie. A jak ty to widzisz?

 

Bohaterkę przeraża coraz bardziej jej ewidentne podobieństwo do matki. Z jednej strony widzi przyczyny, dla których życie matki można uznać za zmarnowane, z drugiej - wraz z upływem lat - rozumie, jak mogło się dojść do tego, iż piękna, pełna radości kobieta stała się sfrustrowaną, pogrążoną w depresji i głęboko rozczarowaną osobą. Dojrzałość niesie ze sobą świadomość tego, iż los rzadko bywa łaskawy i bardzo ciężko jest bez niczyjej pomocy wyzwolić się z traumy przekazanej przez przodków. Tragedią matki bohaterki było to, iż zaznała potwornych cierpień w dzieciństwie, gdy była świadkiem mordów na Wołyniu, i ta trauma nie została nigdy zneutralizowana. Nikt nie pomógł matce, która całe życie musiała zmagać się z zaszczepionym w dzieciństwie lękiem. Ale Andżelika żyje w innych czasach, mimo iż została obarczona historyczną traumą rodzica, może szukać i znaleźć pomoc. Na pewno celowa byłaby w jej przypadku terapia behawioralna, kontakt z dobrym psychologiem, dzięki któremu finalnie pępowina z matką zostałaby przerwana. 

 

Ale dlaczego wlaśnie Wołyń? To część autobiograficzna?

 

Wątek wołyński to część książki, która niemal w stu procentach opisuje prawdziwe wydarzenia. Rodzina mojej mamy przeszła prawdziwą gehennę na tamtych terenach, cudem uszła z życiem z rzezi w 1943 roku. Czułam wielką potrzebę opowiedzenia historii, którą mama opowiadała mi wielokrotnie. Pamięć o wydarzeniach na Wołyniu była podsycana, moi dziadkowie zdołali przetrwać, ale do końca swoich dni żyli tak naprawdę wspomnieniami i zmagali się z cierpieniem. W dzisiejszej literaturze obyczajowej brakuje wątku Wołynia, jest wiele opracowań historycznych i wspomnień, jednak beletrystyka omija ten trudny temat. Czekam na film, który kręci Wojciech Smarzowski właśnie o Wołyniu. To bolesna kwestia, bardzo ważna dla wielu Polaków. To co chciałam uzmysłowić poprzez książkę to mechanizm przekazywania przez starsze pokolenie młodszemu traumy, z którą nasi dziadkowie sami nie mogli się uporać. Z tym potwornym obciążeniem żyli nasi rodzice, a oni z kolei przenieśli je na swoje dzieci. Czytałam jakiś czas temu, iż najnowsze badania wykazują możliwość dziedziczenia lęku wynikającego z traumatycznych wspomnień. To zapewne sytuacja mojej bohaterki i mnie samej.

 

Jest też babka. Mało jej, ale dobitnie - jak się walczy o przetrwanie, nie ma czasu na głupoty i filozofowanie, jest ciężka praca. A jednak, jak się jej dobrze powodziło, też marzyła o butach i futrze... Byt kształtuje świadomość?

 

Wydaje mi się, że w pewnym sensie tak jest - dopóki musimy walczyć o przetrwanie, spełnienie podstawowych potrzeb daje satysfakcję. Gdy walczy się o życie pozornie jest łatwiej widzieć sens egzystencji. Gdy człowiek ma zaspokojone wszystkie swoje potrzeby, zaczyna chcieć czegoś więcej i nie zawsze wie, czego. To wielka rzecz, znać siebie na tyle, aby pojąć własne pragnienia. Wiedzieć, czego się w życiu chce to już połowa sukcesu. Niestety wielu osobom jest bardzo trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, co da mi szczęście? Szukają po omacku, podobnie jak moja bohaterka.

 

I stąd marzenia Andżeliki o robieniu rzeczy "wzniosłych", życie na forach itp.?

 

Rzeczywistość okazuje się niewystarczająca. Ponieważ bohaterka widzi siebie jako lekko tylko zmodyfikowany obraz matki, chce sama siebie przekonać, iż jej życie jest zupełnie inne - dużo bogatsze, lepsze, bardziej urozmaicone. Nieustannie ma przed oczami smutną egzystencję matki, której nie chce powielić. Z drugiej strony ulega presji otoczenia. Wszyscy dookoła wydają się tak aktywni - podróżują, mają plany, kupują kolejne nieruchomości, a Andżelika siłą rzeczy nie chce być gorsza. Wydaje jej się, że kreując swój wizerunek na zewnątrz przekona samą siebie do tego, że jej życie jest tak dobre, jak się obiektywnie prezentuje. Tak jednak nie jest i bohaterka musi znaleźć przyczynę tego stanu, inaczej nie zazna spokoju ani nie osiągnie równowagi.

 

Julita, bohaterka mojego reportażu, mówi, że potrzeba kupowania wynika z chęci zagłuszenia lęków, które w nas siedzą, że stąd taka potrzeba gromadzenia rzeczy. Andżelika jest zakupoholiczką. Z tego powodu? Jak ty oceniasz zakupoholizm? Inne uzależnienia? Uciekamy od myślenia o śmierci? Andżelika też się boi przemijania...

 

Zakupoholizm w naszym nastawionym na konsumpcję społeczeństwie jest bardzo niebezpieczny. Z jednej strony to ucieczka przed wszelkimi lękami (również przed śmiercią), ale z drugiej to też poddanie się chwili, szukanie szybkiej satysfakcji i osiąganie powierzchownego szczęścia. Wiele z nas zna to odczucie "zakupowego haju" - kiedy coś ciekawego, ładnego nabywamy, świat wydaje się piękniejszy, my sami atrakcyjniejsi. Wszystko - na moment - wydaje się lepsze. Uczestniczymy w wizji życia wykreowanej przez reklamy, piękne zdjęcia w czasopismach, świat prostych marzeń. Ale ten haj trwa krótko. Lęki wracają, a to co zostaje to długi i problemy finansowe, które w perspektywie czasowej doprowadzają do depresji. Jednak oprzeć się pokusie szybkiego zastrzyku dobrego samopoczucia jest bardzo ciężko. Kobiety takie jak Andżelika unikają pytań o sedno sprawy - co de facto zastępuje ta przyjemność kupowania nowych rzeczy? Co takiego maskuje ta chwilowa ekscytacja? I tu odpowiedź jest rażąco smutna - zakupoholizm atakuje osoby cierpiące z powodu braku bliskości. A kiedy ten deficyt może być bardziej dotkliwy, jeśli nie w sytuacji gdy żyjemy obok - teoretycznie - dobrego męża, partnera? Mamy świetny związek, rodzinę, nie powinnyśmy być samotne, a jednak relacja nie zaspokaja głodu bliskości. Łatwiej jest ten deficyt maskować, niż konfrontować się z tym problemem.

 

Na ile identyfikujesz się z Andżeliką?

 

Książka powstała kilka lat temu, obecnie jestem na innym etapie życiowym, ale w momencie gdy pisałam powieść, było we mnie może 60, może nawet 70% bohaterki. Wiele kobiet, które przeczytały książkę mówi mi, że każda z nas może odnaleźć jakiś procent siebie w Andżelice, jedna mniej, druga więcej. Na szczęście żadna czytelniczka (nawet autorka), nie musimy ujawniać w jakich aspektach jesteśmy kimś takim jak moja bohaterka... Starałam się w tej książce być maksymalnie szczera, niekiedy pokonując własny oportunizm. Mam nadzieję, że czytelniczki wyczuwają w moim tekście ten autentyzm. Taka była przynajmniej moja intencja.

 

Rozmawiała: Magdalena Gorostiza

 

 Sylwia Ziętek w czerwcu 2015 r. wydała kolejną współczesną powieść obyczajową pt. "Próżna" (wyd. Muza S.A.) w 2016 powieść pt. "Miraże" (wyd. Czarna Owca), której akcja toczy się w przedwojennej Warszawie i ostatnio "Podróż w stronę czerwieni"

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

Sylwia Zientek,  książka,  pisarka, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót