Reklama

Przy okazji rozgorzała znów dyskusja na temat karmienia dzieci i tego, czy kobiety powinny to robić, czy też nie w publicznych miejscach. Jak się okazało, w gdańskiej restauracji kelner zwrócił uwagę matce na życzenie jednego z gości. Czy ów pan miał prawo zjeść posiłek bez oglądania podobnych obrazków, czy też powinien siorbać swoją zupę patrząc na gołą pierś – to rozstrzygnie sąd i sądzę, że wbrew pozorom nie będzie to proces łatwy.

 

Osobiście nie przeszkadzają mi matki karmiące w miejscach publicznych, ale nie lubię ostentacji. Jeśli kobiety epatują swoim macierzyństwem, bo „im się należy i mają prawo”, mam niejasne wrażenie, że nie do końca chodzi wyłącznie o macierzyństwo. Mam też mieszane uczucia kiedy na widoku publicznym widzę kilkulatka przywieszonego do matczynej piersi i zwyczajnie dziwię się kobietom, że czynią to bez żadnych zahamowań. Ale ja wychowywałam się w innych czasach, więc pewnie mam staroświeckie wyobrażenia o tym, co przystoi, a co nie za bardzo.

 

Nie chciałabym jednak, aby macierzyństwo usprawiedliwiało wszystko. Ostatnio rozgorzała dyskusja wobec zachowania kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa, który podczas swojej konwencji wyprosił z sali matkę z płaczącym dzieckiem. Z tego powodu Trump stał się celem ataków. Pewnie będę w mniejszości, ale popieram jego zachowanie, bo nie uważam, że należy chodzić z dzieckiem wszędzie i zawsze. Nie uważam też, że wszyscy wkoło muszą być zmuszani do słuchania płaczu dziecka, szczególnie zaś w miejscu, w którym obecność dzieci jest raczej zbędna.

 

Niestety tak się ostatnio porobiło, że większości rodziców wydaje się, iż każdy musi tolerować ich umiłowane pociechy, znosić pokornie wrzaski i krzyki. To najlepiej widać na wakacjach, gdzie dzieciom nie stawia się żadnych granic, nie patrząc na to, że wkoło są ludzie, którzy chcieliby odpocząć w spokoju i w ciszy.

Osobiście jestem zdania, że sprawy posunęły się za daleko, a większość nie reaguje ze strachu przed ostracyzmem. Jakiś czas temu podczas podroży z lotniska do hotelu siedziała za mną matka z blisko rocznym dzieckiem. Dziecko owo kopało w oparcie mojego fotel, co mamusi nie wadziło. Kiedy zwróciłam uwagę, że nie jest to dla mnie przyjemne i żeby mamusia inaczej dziecko usadziła, kobieta była oburzona, że śmiem jej coś na ten temat mówić. Bo przecież ona jest MATKĄ!

No fakt, nie mam oporów by reagować. Bo są jakieś granice. Jeśli nadal pozwolimy je przekraczać, okaże się, że nawet zasraną pieluchę można będzie zmieniać na stole w restauracji na widoku jedzących obiad gości.

 

Magdalena Gorostiza

 

Powrót
Reklama:

Przy okazji rozgorzała znów dyskusja na temat karmienia dzieci i tego, czy kobiety powinny to robić, czy też nie w publicznych miejscach. Jak się okazało, w gdańskiej restauracji kelner zwrócił uwagę matce na życzenie jednego z gości. Czy ów pan miał prawo zjeść posiłek bez oglądania podobnych obrazków, czy też powinien siorbać swoją zupę patrząc na gołą pierś – to rozstrzygnie sąd i sądzę, że wbrew pozorom nie będzie to proces łatwy.

 

Osobiście nie przeszkadzają mi matki karmiące w miejscach publicznych, ale nie lubię ostentacji. Jeśli kobiety epatują swoim macierzyństwem, bo „im się należy i mają prawo”, mam niejasne wrażenie, że nie do końca chodzi wyłącznie o macierzyństwo. Mam też mieszane uczucia kiedy na widoku publicznym widzę kilkulatka przywieszonego do matczynej piersi i zwyczajnie dziwię się kobietom, że czynią to bez żadnych zahamowań. Ale ja wychowywałam się w innych czasach, więc pewnie mam staroświeckie wyobrażenia o tym, co przystoi, a co nie za bardzo.

 

Nie chciałabym jednak, aby macierzyństwo usprawiedliwiało wszystko. Ostatnio rozgorzała dyskusja wobec zachowania kandydata na prezydenta USA Donalda Trumpa, który podczas swojej konwencji wyprosił z sali matkę z płaczącym dzieckiem. Z tego powodu Trump stał się celem ataków. Pewnie będę w mniejszości, ale popieram jego zachowanie, bo nie uważam, że należy chodzić z dzieckiem wszędzie i zawsze. Nie uważam też, że wszyscy wkoło muszą być zmuszani do słuchania płaczu dziecka, szczególnie zaś w miejscu, w którym obecność dzieci jest raczej zbędna.

 

Niestety tak się ostatnio porobiło, że większości rodziców wydaje się, iż każdy musi tolerować ich umiłowane pociechy, znosić pokornie wrzaski i krzyki. To najlepiej widać na wakacjach, gdzie dzieciom nie stawia się żadnych granic, nie patrząc na to, że wkoło są ludzie, którzy chcieliby odpocząć w spokoju i w ciszy.

Osobiście jestem zdania, że sprawy posunęły się za daleko, a większość nie reaguje ze strachu przed ostracyzmem. Jakiś czas temu podczas podroży z lotniska do hotelu siedziała za mną matka z blisko rocznym dzieckiem. Dziecko owo kopało w oparcie mojego fotel, co mamusi nie wadziło. Kiedy zwróciłam uwagę, że nie jest to dla mnie przyjemne i żeby mamusia inaczej dziecko usadziła, kobieta była oburzona, że śmiem jej coś na ten temat mówić. Bo przecież ona jest MATKĄ!

No fakt, nie mam oporów by reagować. Bo są jakieś granice. Jeśli nadal pozwolimy je przekraczać, okaże się, że nawet zasraną pieluchę można będzie zmieniać na stole w restauracji na widoku jedzących obiad gości.

 

Magdalena Gorostiza

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

babskim okiem,  matka,  macierzyństwo,  dziecko, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót