Reklama

Przepisy, które podaję na stronie nie są wytworem mojej wyobraźni. Czy są to diety, czy detoksy, czy naturalne metody leczenia – ściągam je z całego świata. Przy wielu podaję źródło informacji, nie daję go wtedy, gdy tekst jest pisany na podstawie kilku artykułów. Nie biorę przepisów z bloga „panny Andzi” ale z dużych portali traktujących o zdrowiu anglo i hiszpańskojęzycznych, bo akurat nie mam problemów z tłumaczeniem takich tekstów.

 

Nikt nie musi ich czytać, a tym bardziej stosować. Pokazuję, że są, że jak ktoś chce, może skorzystać i tak przecież zawsze na własną odpowiedzialność. I nagle bach! - komentarz – bzdury, głupoty, idiotyzmy. Jedna pani nawet zapytała, czy stosowałam tę dietę, że ją podaję. Bo jak nie stosowałam, to nie mam prawa o niej pisać...

Cóż, ręce czasami opadają. Czy lekarz, który wypisuje recepty, sam brał wszystkie serwowane leki? Czy fryzjerki testowały na swojej głowie wszystkie używane w zakładzie farby? Pytanie raczej retoryczne.

Cytuję wyniki badań naukowych - podaje, kto i gdzie je robił. Co za bzdury, co za głupoty wypisujecie - takie bywają znowu komentarze. Kochane, piszcie do autorów badań, że nie wierzycie w ich wyniki! Ale przede wszytskim przeczytajcie najpierw całość, nie ograniczając się do tytułu. Bo widzę często, że nie czytacie...

Można dyskutować, spierać się na każdy temat, trzeba jednak mieć jakieś argumenty. Pisanie ot tak sobie, że coś jest bzdurą, najlepiej ani o intelekcie, ani o kulturze, osób wystawiających podobne komentarze, niestety nie świadczy. Chcecie podyskutować? - podam linki do źródeł, z których korzystam.

 

Magdalena Gorostiza

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Przepisy, które podaję na stronie nie są wytworem mojej wyobraźni. Czy są to diety, czy detoksy, czy naturalne metody leczenia – ściągam je z całego świata. Przy wielu podaję źródło informacji, nie daję go wtedy, gdy tekst jest pisany na podstawie kilku artykułów. Nie biorę przepisów z bloga „panny Andzi” ale z dużych portali traktujących o zdrowiu anglo i hiszpańskojęzycznych, bo akurat nie mam problemów z tłumaczeniem takich tekstów.

 

Nikt nie musi ich czytać, a tym bardziej stosować. Pokazuję, że są, że jak ktoś chce, może skorzystać i tak przecież zawsze na własną odpowiedzialność. I nagle bach! - komentarz – bzdury, głupoty, idiotyzmy. Jedna pani nawet zapytała, czy stosowałam tę dietę, że ją podaję. Bo jak nie stosowałam, to nie mam prawa o niej pisać...

Cóż, ręce czasami opadają. Czy lekarz, który wypisuje recepty, sam brał wszystkie serwowane leki? Czy fryzjerki testowały na swojej głowie wszystkie używane w zakładzie farby? Pytanie raczej retoryczne.

Cytuję wyniki badań naukowych - podaje, kto i gdzie je robił. Co za bzdury, co za głupoty wypisujecie - takie bywają znowu komentarze. Kochane, piszcie do autorów badań, że nie wierzycie w ich wyniki! Ale przede wszytskim przeczytajcie najpierw całość, nie ograniczając się do tytułu. Bo widzę często, że nie czytacie...

Można dyskutować, spierać się na każdy temat, trzeba jednak mieć jakieś argumenty. Pisanie ot tak sobie, że coś jest bzdurą, najlepiej ani o intelekcie, ani o kulturze, osób wystawiających podobne komentarze, niestety nie świadczy. Chcecie podyskutować? - podam linki do źródeł, z których korzystam.

 

Magdalena Gorostiza

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

babskim okiem,  przepisy,  porady domowe, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót