Reklama

Takie były reguły i na ostatnim roku studiów zaroiło się od ślubów. Dziewczyny wychodziły z założenia, że potem pójdzie się do pracy i będzie gorzej kogoś spotkać i poznać. A bycie starą panną groziło już w wieku lat 25…

A jak był ślub, to było i dziecko. Czasami nawet trafiał się jakiś „wcześniak”. Bycie w ciąży na ślubnym kobiercu starannie się jednak ukrywało. Bo koleżanki złośliwie mówiły, że „złapała go na dziecko”. No i w ogóle był to problem wstydliwy i upokarzający. Bo taki mąż zawsze mógł potem powiedzieć, że gdyby nie ciąża, to nie chciałby za nic założyć obrączki. Większość facetów jednak honorowo się żeniła, nawet moja koleżanka straciła narzeczonego, bo ten po jednorazowym skoku w bok zapłodnił jej przyjaciółkę.

 

Kobiety młodo zachodząc w ciążę z reguły problemów z tym nie miały. O kłopotach z bezpłodnością słyszało się bardzo rzadko. O in vitro nie było mowy, były jakieś kliniki pomagające takim parom, ale ja nie pamiętam wśród znajomych, by ktokolwiek musiał się leczyć. Choć rzecz jasna, takie problemy były.

Mało tego, rodząc w późnym wieku narażało się dziecko pewnego rodzaju ostracyzm. To mama czy babcia? – mogli pytać rówieśnicy, a ja czułam się staro na wywiadówkach, bo drugą córkę urodziłam w wieku lat 29. Teraz byłabym młodziutką matką, bo życie jednak się zmieniło i kobiety postawiły na niezależność i kariery. Nawet żyjąc w związku, specjalnej ochoty wcześnie na dziecko nie mają. Bo dziecko to obowiązek, kończy się wolność, trudno być mobilną w pracy i siedzieć po kilkanaście godzin w korpo. Wiele z nich o macierzyństwie przypomina sobie będąc dobrze po trzydziestce albo i później, kiedy zdecydowanie trudniej zachodzi się w ciążę. Stąd też więcej przypadków zapłodnienia wymagających interwencji medycznej, co niesie za sobą określone kłopoty. Teraz, również natury prawnej.

 

Tak więc jak widać, życie w PRL miało swoje zalety. Przynajmniej jeśli chodzi o małżeństwo i macierzyństwo. Nikt nie pytał, czy tak jest dobrze, czy lepiej robić karierę. Trzeba było wyjść za mąż, bo wszystkie wychodziły. No a jak był mąż, to było i dziecko…

 

Magdalena Gorostiza

 

zapraszam do lektury Czy mam się puścić z byle jakim facetem?

Powrót
Reklama:

Takie były reguły i na ostatnim roku studiów zaroiło się od ślubów. Dziewczyny wychodziły z założenia, że potem pójdzie się do pracy i będzie gorzej kogoś spotkać i poznać. A bycie starą panną groziło już w wieku lat 25…

A jak był ślub, to było i dziecko. Czasami nawet trafiał się jakiś „wcześniak”. Bycie w ciąży na ślubnym kobiercu starannie się jednak ukrywało. Bo koleżanki złośliwie mówiły, że „złapała go na dziecko”. No i w ogóle był to problem wstydliwy i upokarzający. Bo taki mąż zawsze mógł potem powiedzieć, że gdyby nie ciąża, to nie chciałby za nic założyć obrączki. Większość facetów jednak honorowo się żeniła, nawet moja koleżanka straciła narzeczonego, bo ten po jednorazowym skoku w bok zapłodnił jej przyjaciółkę.

 

Kobiety młodo zachodząc w ciążę z reguły problemów z tym nie miały. O kłopotach z bezpłodnością słyszało się bardzo rzadko. O in vitro nie było mowy, były jakieś kliniki pomagające takim parom, ale ja nie pamiętam wśród znajomych, by ktokolwiek musiał się leczyć. Choć rzecz jasna, takie problemy były.

Mało tego, rodząc w późnym wieku narażało się dziecko pewnego rodzaju ostracyzm. To mama czy babcia? – mogli pytać rówieśnicy, a ja czułam się staro na wywiadówkach, bo drugą córkę urodziłam w wieku lat 29. Teraz byłabym młodziutką matką, bo życie jednak się zmieniło i kobiety postawiły na niezależność i kariery. Nawet żyjąc w związku, specjalnej ochoty wcześnie na dziecko nie mają. Bo dziecko to obowiązek, kończy się wolność, trudno być mobilną w pracy i siedzieć po kilkanaście godzin w korpo. Wiele z nich o macierzyństwie przypomina sobie będąc dobrze po trzydziestce albo i później, kiedy zdecydowanie trudniej zachodzi się w ciążę. Stąd też więcej przypadków zapłodnienia wymagających interwencji medycznej, co niesie za sobą określone kłopoty. Teraz, również natury prawnej.

 

Tak więc jak widać, życie w PRL miało swoje zalety. Przynajmniej jeśli chodzi o małżeństwo i macierzyństwo. Nikt nie pytał, czy tak jest dobrze, czy lepiej robić karierę. Trzeba było wyjść za mąż, bo wszystkie wychodziły. No a jak był mąż, to było i dziecko…

 

Magdalena Gorostiza

 

zapraszam do lektury Czy mam się puścić z byle jakim facetem?

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

babskim okiem,  in vitro,  kobieta,  matka,  mąż,  ślub,  prl, 

Zostaw komentarz:

  • Komentarz od: ~ddQbe1 jibczkzaiqlj, [url=http://mfcanqgsznfs.com/]mfcanqgsznfs[/url], [link=http://qldcprhquylw.com/]qldcprhquylw[/link], http://jqzdvbinwqmf.com/   zgłoś nadużycie  

    ddQbe1 jibczkzaiqlj, [url=http://mfcanqgsznfs.com/]mfcanqgsznfs[/url], [link=http://qldcprhquylw.com/]qldcprhquylw[/link], http://jqzdvbinwqmf.com/

Powrót