Reklama

Nie łudźmy się – równość i braterstwo to puste hasła. Ludzie nie do końca akceptują innych, a w wielu przypadkach ten brak akceptacji poparty jest również poczuciem wyższości. Odkąd podróżuję po Europie, a dzieje się to od dawna, taki stosunek mieli do nas Niemcy, Anglicy czy Austriacy. My też nie jesteśmy dłużni. „Gorsi” od nas są Ukraińcy, Białorusini czy Rosjanie, o których pogardliwie mówimy per „ruscy”. Romów też nie kochaliśmy nigdy, zresztą z wzajemnością, bo do konfliktów między nimi a Polakami dochodziło na przestrzeni lat bardzo często. I tak naprawdę, choć Cyganie mieszkają u nas od wieków, nigdy nie umieli albo nie chcieli zasymilować się z resztą.

Nasi zachodni bliżsi i dalsi sąsiedzi też mają ten problem – Polak dobry robotnik, ale nic więcej. Ostatnio byłam na szkolnym zjeździe. Moi koledzy i koleżanki z klasy zrobili za granicą olśniewające kariery. Ale mimo to, że mają pozycjeę i pieniądze – podkreślali, że zawsze są u obcych. Nigdy nie u siebie i ci obcy dają im to odczuć. Ale o ile migracje w ramach mniej więcej tego samego kręgu kulturowego przynajmniej nie są powodem do zatargów (może być wyłącznie przykro, tęskno za swoim krajem), o tyle inne nacje na naszym terenie domagają się respektowania swoich zwyczajów i swoich zupełnie odmiennych tradycji. A że zachodnia cywilizacja postawiła na wolność i prawa człowieka, zaczęto przyzwalać, by powstawały rządzące się swoimi prawami getta. Asymilacja w takiej sytuacji stała się jeszcze trudniejsza. My nie rozumiemy ich, oni nie rozumieją nas i co gorsza, nie szanują europejskiej gościnności, bo zwyczajnie pozwoliliśmy im na jej lekceważenie.

Zbieramy tego żniwo. Oczywiście ataki terrorystyczne mają dużo głębsze podłoże, ale też jak mówią dziś sami Francuzi – zarzewia dżihadu powstają właśnie wśród tych odrzuconych, niezasymilowanych skupisk, gdzie jest podatny grunt do przekonania, że trzeba walczyć o honor i walczyć o swoje.

Nie mówię tu też o pojedynczych imigrantach nawet z najbardziej egzotycznych zakątków świata, przybyłych "za biznesem" czy też z miłości. Związani rodzinnie z Polkami czy Polakami inaczej wchodzą w środowisko, są już "w połowie" swoi. Ale  trudno nie zweryfikować zdania co do fali uchodźców. Nawet jeśli uciekają przed wojną i brakiem perspektyw, są to ludzie choć z tej samej Ziemi z kompletnie innej planety. Odmienni od nas kulturowo w każdym calu. Mam wątpliwości, czy Europa ich zaakceptuje, potraktuje jak swoich, a nie sprowadzi do roli pariasów. Mam też wątpliwości, czy oni dostosują się do wymogów Europy czy też z czasem nie zaczną za bardzo się tu czuć jakby byli u siebie. Dlatego, śmiem twierdzić, że Angela Merkel przesadziła z gościnnością. Wszak trzeba dobrze kogoś znać, by zapraszać go do swojego domu.

Magdalena Gorostiza

 

 

Powrót
Reklama:

Nie łudźmy się – równość i braterstwo to puste hasła. Ludzie nie do końca akceptują innych, a w wielu przypadkach ten brak akceptacji poparty jest również poczuciem wyższości. Odkąd podróżuję po Europie, a dzieje się to od dawna, taki stosunek mieli do nas Niemcy, Anglicy czy Austriacy. My też nie jesteśmy dłużni. „Gorsi” od nas są Ukraińcy, Białorusini czy Rosjanie, o których pogardliwie mówimy per „ruscy”. Romów też nie kochaliśmy nigdy, zresztą z wzajemnością, bo do konfliktów między nimi a Polakami dochodziło na przestrzeni lat bardzo często. I tak naprawdę, choć Cyganie mieszkają u nas od wieków, nigdy nie umieli albo nie chcieli zasymilować się z resztą.

Nasi zachodni bliżsi i dalsi sąsiedzi też mają ten problem – Polak dobry robotnik, ale nic więcej. Ostatnio byłam na szkolnym zjeździe. Moi koledzy i koleżanki z klasy zrobili za granicą olśniewające kariery. Ale mimo to, że mają pozycjeę i pieniądze – podkreślali, że zawsze są u obcych. Nigdy nie u siebie i ci obcy dają im to odczuć. Ale o ile migracje w ramach mniej więcej tego samego kręgu kulturowego przynajmniej nie są powodem do zatargów (może być wyłącznie przykro, tęskno za swoim krajem), o tyle inne nacje na naszym terenie domagają się respektowania swoich zwyczajów i swoich zupełnie odmiennych tradycji. A że zachodnia cywilizacja postawiła na wolność i prawa człowieka, zaczęto przyzwalać, by powstawały rządzące się swoimi prawami getta. Asymilacja w takiej sytuacji stała się jeszcze trudniejsza. My nie rozumiemy ich, oni nie rozumieją nas i co gorsza, nie szanują europejskiej gościnności, bo zwyczajnie pozwoliliśmy im na jej lekceważenie.

Zbieramy tego żniwo. Oczywiście ataki terrorystyczne mają dużo głębsze podłoże, ale też jak mówią dziś sami Francuzi – zarzewia dżihadu powstają właśnie wśród tych odrzuconych, niezasymilowanych skupisk, gdzie jest podatny grunt do przekonania, że trzeba walczyć o honor i walczyć o swoje.

Nie mówię tu też o pojedynczych imigrantach nawet z najbardziej egzotycznych zakątków świata, przybyłych "za biznesem" czy też z miłości. Związani rodzinnie z Polkami czy Polakami inaczej wchodzą w środowisko, są już "w połowie" swoi. Ale  trudno nie zweryfikować zdania co do fali uchodźców. Nawet jeśli uciekają przed wojną i brakiem perspektyw, są to ludzie choć z tej samej Ziemi z kompletnie innej planety. Odmienni od nas kulturowo w każdym calu. Mam wątpliwości, czy Europa ich zaakceptuje, potraktuje jak swoich, a nie sprowadzi do roli pariasów. Mam też wątpliwości, czy oni dostosują się do wymogów Europy czy też z czasem nie zaczną za bardzo się tu czuć jakby byli u siebie. Dlatego, śmiem twierdzić, że Angela Merkel przesadziła z gościnnością. Wszak trzeba dobrze kogoś znać, by zapraszać go do swojego domu.

Magdalena Gorostiza

 

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

uchodźcy,  emigranci,  zamachy,  multi-kulti, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót