Reklama

Ja też padałam ofiarą fotoszopa. Z reguły w sklepach kosmetycznych. I nawet nie o zmarszczki szło, ale piękny koloryt pudrów w kremie. Nie raz wierzyłam, że po tym drogocennym mazidle uzyskam jednolity kolor skóry niczym modelka na zamieszczonym na stoisku zdjęciu. Cóż, marzenie ściętej głowy. Dopiero po kilku nieudanych próbach zaświtało coś tam w mózgu, że łapię się na tanie chwyty. Jedyna pociecha, że nie jestem wyjątkiem.

Pudry w kremie nadal kupuję. Tyle tylko, że próbuje je już wyłącznie na własnej skórze. Rozczarowania wtedy nie będzie. Wiary w nieskazitelną skórę modelki na zdjęciu również. Co nie oznacza, że nie wkurzają mnie te wyretuszowane do granic możliwości zdjęcia. Kobiety w kolorowych pismach, celebrytki bez skazy, modelki bez zmarszczek i przebarwień. Świat ułudy, blichtru i sztuczności. Świat fotoszopa, który ma zakompleksić tych maluczkich. Modelką została córka moich znajomych. Wysoka, bardzo szczupła, ale o twarzy dośc banalnej. Widzialam potem jej zdjęcia w katalogach. Była nie do poznania.

W proteście przeciwko takiej manipulacji przestałam kupować kolorowe pisma. Nie muszę wiedzieć, kto z kim jest w ciąży, nie muszę oglądać tych wystudiowanych póz, butów, torebek za kilka czy kilkanaście tysięcy. Niewiele wnoszą do mojego życia. Ale wiem, że młode dziewczyny łakną takich obrazków jak przysłowiowa kania dżdżu. I w obronie ich wątłego jescze ego warto by było wprowadzić uregulowania prawne, które nakazywałby w podpisach pod zdjęciem wykazać, ile procent zmieniono w fotoszopie. Niech już nawet nie mówią, czy zlikwidowali zmarszczki, czy podnieśli cycki. Bylaby dodatkowa atrakcja dla czytelników - niech sami zgadną w czym aktorka ze zdjęcia przypomina tę samą aktorkę spotkaną przypadkiem na ulicy...

Zapraszam do lektury Oszustwo fotoszopa

Magdalena Gorostiza

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Ja też padałam ofiarą fotoszopa. Z reguły w sklepach kosmetycznych. I nawet nie o zmarszczki szło, ale piękny koloryt pudrów w kremie. Nie raz wierzyłam, że po tym drogocennym mazidle uzyskam jednolity kolor skóry niczym modelka na zamieszczonym na stoisku zdjęciu. Cóż, marzenie ściętej głowy. Dopiero po kilku nieudanych próbach zaświtało coś tam w mózgu, że łapię się na tanie chwyty. Jedyna pociecha, że nie jestem wyjątkiem.

Pudry w kremie nadal kupuję. Tyle tylko, że próbuje je już wyłącznie na własnej skórze. Rozczarowania wtedy nie będzie. Wiary w nieskazitelną skórę modelki na zdjęciu również. Co nie oznacza, że nie wkurzają mnie te wyretuszowane do granic możliwości zdjęcia. Kobiety w kolorowych pismach, celebrytki bez skazy, modelki bez zmarszczek i przebarwień. Świat ułudy, blichtru i sztuczności. Świat fotoszopa, który ma zakompleksić tych maluczkich. Modelką została córka moich znajomych. Wysoka, bardzo szczupła, ale o twarzy dośc banalnej. Widzialam potem jej zdjęcia w katalogach. Była nie do poznania.

W proteście przeciwko takiej manipulacji przestałam kupować kolorowe pisma. Nie muszę wiedzieć, kto z kim jest w ciąży, nie muszę oglądać tych wystudiowanych póz, butów, torebek za kilka czy kilkanaście tysięcy. Niewiele wnoszą do mojego życia. Ale wiem, że młode dziewczyny łakną takich obrazków jak przysłowiowa kania dżdżu. I w obronie ich wątłego jescze ego warto by było wprowadzić uregulowania prawne, które nakazywałby w podpisach pod zdjęciem wykazać, ile procent zmieniono w fotoszopie. Niech już nawet nie mówią, czy zlikwidowali zmarszczki, czy podnieśli cycki. Bylaby dodatkowa atrakcja dla czytelników - niech sami zgadną w czym aktorka ze zdjęcia przypomina tę samą aktorkę spotkaną przypadkiem na ulicy...

Zapraszam do lektury Oszustwo fotoszopa

Magdalena Gorostiza

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

uroda,  fotoszop,  zdjęcia,  celebryci,  modelki, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót