Reklama

Pamietam głebokie rozczarowanie, że obraz się nie zmienił. Ale ludzie radzili sobie inaczej. Na telewizorze mieli zawieszoną kolorową pleksę? folię? Można było kupić coś takiego i udawać, że się ma na owe czasy HD. Tak, tak było. Ktoś to jeszcze pamięta? Był jeden program w TV, a na Kobrę schodzili się sąsiedzi, którzy nie mieli w domu odbiorników. W ogóle życie sąsiedzkie wtedy kwitło. Chodziło sie po sól, cukier albo zadzwonić, bo telefon też był rzadkością. Wcale jednak nie wspominam tego źle. Te siermiężne czasy miały swoje dobre strony. Pobudzały dziecięcą wyobraźnię. Malowało się kapsle i grało w Wyścig Pokoju na wymalowanych na chodniku trasach. Uwielbiałam grę w hacele. Kto młody wie, co to hacele? Pewnie już nikt. Największym gadżetem były histroryjki z gum z Kaczorem Donaldem i flamastry. Im więcej było kolorów, tym lepiej. Flamastry pachniały innym światem. Jak się wypisywały, wlewało się do nich aceton albo spirytus. Co prawda, nie pisały już tak samo, ale zawsze. No i były kolekcje. Kto nie miał wtedy słomianej maty z przyczepionymi szpilkami paczkami po zagranicznych papierosach? Najwięcej emocji budziły Camele. ten egzotyczny wielbłąd z dalekiego świata... Kubańskie pomarańcze pojawiały się raz do roku na święta, a o płynącym statku do Polski mówiono w wiadomościach przez miesiąc. Z dziesiejszej perspektywy - nie do wiary. Kilkaset kanałów TV, satelity, komórki, internet. Wszystko mozna szybko zobaczyc, szybko zdobyć informacje. Tylko czasu jakby mniej i ludzie jakby bardziej od siebie odlegli. Wtedy było poczucie wspólnoty, jedności. Może dlatego, że wszyscy mieli mniej więcej po równo? I życie wbrew pozorom wcale nie było tak szare, jak na ekranch starych telewizorów. W młodości mieliśmy na oczach kolorową pleksę.

Magdalena Gorostiza

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Pamietam głebokie rozczarowanie, że obraz się nie zmienił. Ale ludzie radzili sobie inaczej. Na telewizorze mieli zawieszoną kolorową pleksę? folię? Można było kupić coś takiego i udawać, że się ma na owe czasy HD. Tak, tak było. Ktoś to jeszcze pamięta? Był jeden program w TV, a na Kobrę schodzili się sąsiedzi, którzy nie mieli w domu odbiorników. W ogóle życie sąsiedzkie wtedy kwitło. Chodziło sie po sól, cukier albo zadzwonić, bo telefon też był rzadkością. Wcale jednak nie wspominam tego źle. Te siermiężne czasy miały swoje dobre strony. Pobudzały dziecięcą wyobraźnię. Malowało się kapsle i grało w Wyścig Pokoju na wymalowanych na chodniku trasach. Uwielbiałam grę w hacele. Kto młody wie, co to hacele? Pewnie już nikt. Największym gadżetem były histroryjki z gum z Kaczorem Donaldem i flamastry. Im więcej było kolorów, tym lepiej. Flamastry pachniały innym światem. Jak się wypisywały, wlewało się do nich aceton albo spirytus. Co prawda, nie pisały już tak samo, ale zawsze. No i były kolekcje. Kto nie miał wtedy słomianej maty z przyczepionymi szpilkami paczkami po zagranicznych papierosach? Najwięcej emocji budziły Camele. ten egzotyczny wielbłąd z dalekiego świata... Kubańskie pomarańcze pojawiały się raz do roku na święta, a o płynącym statku do Polski mówiono w wiadomościach przez miesiąc. Z dziesiejszej perspektywy - nie do wiary. Kilkaset kanałów TV, satelity, komórki, internet. Wszystko mozna szybko zobaczyc, szybko zdobyć informacje. Tylko czasu jakby mniej i ludzie jakby bardziej od siebie odlegli. Wtedy było poczucie wspólnoty, jedności. Może dlatego, że wszyscy mieli mniej więcej po równo? I życie wbrew pozorom wcale nie było tak szare, jak na ekranch starych telewizorów. W młodości mieliśmy na oczach kolorową pleksę.

Magdalena Gorostiza

loading...

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót