Reklama

244  miliony złotych wydamy z budżetu po to, by urodziło się może dwa tysiące dzieci – tak to wygląda po wstępnych „osiągach” rządowego programu in vitro. O dziwo, znalazły się na ten cel pieniądze, choć stale brakuje ich na drogie procedury medyczne czy choćby pomoc rodzinom ukierunkowaną na to, by dzieci mogły być wychowywane przez biologicznych rodziców.

W polskich domach dziecka na adopcje czeka 20 tysięcy dzieci. Dzieci, które już żyją i potrzebują, jak ryba wody, rodzinnej atmosfery, ciepła, bliskości. Bo dzięki temu mają większe szanse, by wyrosnąć na pełnoprawnych obywateli. Dziwnym trafem ich los jakoś rządzących nie obchodzi, choć może warto by było właśnie o nich pomyśleć.

Dlatego osobiście wolałabym, aby miliony przeznaczone na in vitro przeznaczyć na akcje edukacyjne dotyczące adopcji czy tworzenia rodzin zastępczych, wsparcie dla biednych rodzin, które nie radzą sobie finansowo, uczenie ludzi wychodzenia z kryzysu. Rodziny, w których istnieje syndrom wyuczonej bezradności, a do takich należą właśnie te bezrobotne, mające ciągle problemy finansowe wychowają podobnych sobie obywateli. W Wielkiej Brytanii są osiedla, gdzie ludzie z pokolenia na pokolenie żyją wyłącznie z zasiłków. By jednak uczyć ludzi zaradności, by pomóc matce Zosi uporać się z problemami ( nie mówię o fundowaniu jej za darmo dostatniego życia) też potrzebne są jednak pieniądze. Choćby na tymczasowe hostele, na psychologów, terapeutów.

Osobiście nic nie mam przeciwko metodzie in vitro, rozumiem również, że można cierpieć z powodu bezpłodności. Jestem jednak przeciwna temu, by in vitro, które z bezpłodności nie leczy, refundować między innymi z moich pieniędzy, skoro żyjemy w kraju, w którym ciągle na wszystko brakuje.. Jeśli kogoś stać na to, niech płaci za in vitro z własnej kieszeni. Żyć bez dziecka też można, można instynkt rodzicielski zaspokajać pomagając opuszczonym dzieciom. Wiem, że brzmi to może brutalnie. Ale wolałabym aby te pieniądze przeznaczyć na to, by znaleźć kochającą rodzinę tym wszystkim zostawionym dzieciom, które już wśród nas żyją.

 

Zapraszam do lektury Ile płacimy za dziecko z in vitro?

 

Magdalena Gorostiza

Powrót
Reklama:

244  miliony złotych wydamy z budżetu po to, by urodziło się może dwa tysiące dzieci – tak to wygląda po wstępnych „osiągach” rządowego programu in vitro. O dziwo, znalazły się na ten cel pieniądze, choć stale brakuje ich na drogie procedury medyczne czy choćby pomoc rodzinom ukierunkowaną na to, by dzieci mogły być wychowywane przez biologicznych rodziców.

W polskich domach dziecka na adopcje czeka 20 tysięcy dzieci. Dzieci, które już żyją i potrzebują, jak ryba wody, rodzinnej atmosfery, ciepła, bliskości. Bo dzięki temu mają większe szanse, by wyrosnąć na pełnoprawnych obywateli. Dziwnym trafem ich los jakoś rządzących nie obchodzi, choć może warto by było właśnie o nich pomyśleć.

Dlatego osobiście wolałabym, aby miliony przeznaczone na in vitro przeznaczyć na akcje edukacyjne dotyczące adopcji czy tworzenia rodzin zastępczych, wsparcie dla biednych rodzin, które nie radzą sobie finansowo, uczenie ludzi wychodzenia z kryzysu. Rodziny, w których istnieje syndrom wyuczonej bezradności, a do takich należą właśnie te bezrobotne, mające ciągle problemy finansowe wychowają podobnych sobie obywateli. W Wielkiej Brytanii są osiedla, gdzie ludzie z pokolenia na pokolenie żyją wyłącznie z zasiłków. By jednak uczyć ludzi zaradności, by pomóc matce Zosi uporać się z problemami ( nie mówię o fundowaniu jej za darmo dostatniego życia) też potrzebne są jednak pieniądze. Choćby na tymczasowe hostele, na psychologów, terapeutów.

Osobiście nic nie mam przeciwko metodzie in vitro, rozumiem również, że można cierpieć z powodu bezpłodności. Jestem jednak przeciwna temu, by in vitro, które z bezpłodności nie leczy, refundować między innymi z moich pieniędzy, skoro żyjemy w kraju, w którym ciągle na wszystko brakuje.. Jeśli kogoś stać na to, niech płaci za in vitro z własnej kieszeni. Żyć bez dziecka też można, można instynkt rodzicielski zaspokajać pomagając opuszczonym dzieciom. Wiem, że brzmi to może brutalnie. Ale wolałabym aby te pieniądze przeznaczyć na to, by znaleźć kochającą rodzinę tym wszystkim zostawionym dzieciom, które już wśród nas żyją.

 

Zapraszam do lektury Ile płacimy za dziecko z in vitro?

 

Magdalena Gorostiza

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

in vitro,  Zosia,  dziecko, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót