Reklama

Dlatego sądzę, czasami lepiej opanować nadmierną ciekawość. Bo inne ludowe porzekadło mówi, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Prawda. Pewnie Dorocie zabrakło instynktu samozachowawczego, a może przesadziła ze swoja reakcją? Żeby była jasność – ta historia jest prawdziwa, ale Dorota nie chce się ujawniać. Rozumiem ją doskonale i nie ma powodów, by jej życzenia nie spełnić.

 

Mnie zresztą zafrapowała zupełnie inna kwestia. Kiedy Dorota zbulwersowana sytuacją, zadzwoniła do mnie po raz pierwszy, kompletnie zdumiała mnie jej reakcja. Moim zdaniem jakaś pisanina w internecie ze starą znajomą, bez braku osobistego kontaktu, nie powinna mieć aż takiego wpływu na jej małżeństwo. Zapytałam w końcu o to Janusza Koczberskiego, psychologa, który wyprowadził mnie z błędu. - Zdrada, to zdrada – powiedział. - I zawsze jest to dla kobiety policzek. Nie ma znaczenia sama forma, czy na żywo czy też w wirtualnym świecie.

 

Nie wiem. Nigdy nie byłam zdradzana. A raczej uściślijmy, nawet jeśli byłam, to nie mam o tym zielonego pojęcia. Poza tym zostałam wychowana w domu, w którym rygorystycznie przestrzegano zasad – nie otwiera się cudzych listów, nie grzebie w cudzej torebce (komputerów podówczas nie było). Do głowy więc by mi nie przyszło zaglądać do komórki męża, wchodzić na pocztę córek czy przeglądać ich rzeczy. Nie uznaję w tym względzie tłumaczenia, że robi się to dla dobra dzieci. Cenię sobie swoją prywatność więc szanuję prywatność innych. Stosuję tę zasadę do tego stopnia, że nawet kiedy do męża przychodzi urzędowe pismo, a on jest na wyjeździe, to dzwonię i pytam, czy mam otworzyć i mu przeczytać, bo a nuż widelec akurat pilne.

 

Przesada? Jak widać, czasami przydatna. Bo kiedy myślę o sytuacji Doroty, wiem, że jest w pułapce bez wyjścia. Zapraszam więc do lektury Sypiając z wrogiem i czekam na Wasze opinie!

 

Magdalena Gorostiza

 

Powrót
Reklama:
Podobne artykuły:

Dlatego sądzę, czasami lepiej opanować nadmierną ciekawość. Bo inne ludowe porzekadło mówi, że czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Prawda. Pewnie Dorocie zabrakło instynktu samozachowawczego, a może przesadziła ze swoja reakcją? Żeby była jasność – ta historia jest prawdziwa, ale Dorota nie chce się ujawniać. Rozumiem ją doskonale i nie ma powodów, by jej życzenia nie spełnić.

 

Mnie zresztą zafrapowała zupełnie inna kwestia. Kiedy Dorota zbulwersowana sytuacją, zadzwoniła do mnie po raz pierwszy, kompletnie zdumiała mnie jej reakcja. Moim zdaniem jakaś pisanina w internecie ze starą znajomą, bez braku osobistego kontaktu, nie powinna mieć aż takiego wpływu na jej małżeństwo. Zapytałam w końcu o to Janusza Koczberskiego, psychologa, który wyprowadził mnie z błędu. - Zdrada, to zdrada – powiedział. - I zawsze jest to dla kobiety policzek. Nie ma znaczenia sama forma, czy na żywo czy też w wirtualnym świecie.

 

Nie wiem. Nigdy nie byłam zdradzana. A raczej uściślijmy, nawet jeśli byłam, to nie mam o tym zielonego pojęcia. Poza tym zostałam wychowana w domu, w którym rygorystycznie przestrzegano zasad – nie otwiera się cudzych listów, nie grzebie w cudzej torebce (komputerów podówczas nie było). Do głowy więc by mi nie przyszło zaglądać do komórki męża, wchodzić na pocztę córek czy przeglądać ich rzeczy. Nie uznaję w tym względzie tłumaczenia, że robi się to dla dobra dzieci. Cenię sobie swoją prywatność więc szanuję prywatność innych. Stosuję tę zasadę do tego stopnia, że nawet kiedy do męża przychodzi urzędowe pismo, a on jest na wyjeździe, to dzwonię i pytam, czy mam otworzyć i mu przeczytać, bo a nuż widelec akurat pilne.

 

Przesada? Jak widać, czasami przydatna. Bo kiedy myślę o sytuacji Doroty, wiem, że jest w pułapce bez wyjścia. Zapraszam więc do lektury Sypiając z wrogiem i czekam na Wasze opinie!

 

Magdalena Gorostiza

 

loading...

Podobne artykuły:

Tagi:

babskim okiem,  zdrada,  ciekawość, 

Zostaw komentarz:

    Brak komentarzy
Powrót